Strony

Bez spalary

Mieliśmy jechać z Lagą do Chrząstowic jego samochodem ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. I dobrze. Pojechalibyśmy tylko wcześnie rano, przejechalibyśmy wyścig i wrócili. Nic ciekawego. A tak pojechaliśmy dzień wcześniej pociągiem i wyszedł nam bardzo fajny wyjazd.


Na centralnym spotkaliśmy się 5 minut przed odjazdem naszego pociągu i jak już kupiliśmy bilety to było po ptakach. Poszliśmy sobie więc do chińczyka na tyłach Nowego Światu a potem na dworzec wschodni żeby poczekać na następny pociąg.


Po jakiś 6 godzinach dotarliśmy do Opola. I mieliśmy problem bo nie chciało nam się znaleźć wcześniej noclegu. Zahaczając o schronisko dla bezdomnych zwierząt a potem schronisko młodzieżowe trafiliśmy do jakiegoś studenckiego mieszkania w którym dzień wcześniej odbyłaś się jakaś biba (czuć to było w powietrzu i z ust gospodarza też). Odgrzaliśmy makaron, wypiliśmy piwko i poszliśmy spać.


Rano mieliśmy podjechać na start pociągiem ale uznaliśmy zgodnie, że nam się nie chce i, że pojedziemy na rowerach. No i pojechaliśmy tylko trochę za późno bo nie uwzględniliśmy faktu, że nie znamy drogi. Oczywiście trochę zabłądziliśmy i dojechaliśmy na 5 minut przed startem. Nie zgłoszeni. Mieliśmy szczęście, że opóźnili start.O samym wyścigu już pisałem. Ja skończyłem w grupie, Laga w rowie. Reszta dnia stała już pod znakiem PKP.