Strony

Moje trzy grosze w temacie dopingu

Dotąd na moim blogu pisałem tylko na temat moich treningów, startów itd. Teraz jednak poszerzę mój repertuar ponieważ moje myśli zaprząta temat dopingu. Oczywiście często rozmawiamy z kolegami na ten temat ale to raczej sfera żartów, nas to bezpośrednio nie dotyczy, raczej same elity, zawodowców. Ostatnio jednak zmieniłem zdanie. Otóż przypadkiem znalazłem w apteczce kolegi kilka pudełek salbutamolu wzf - zakazanego leku na astmę. Dla pewności jeszcze potem zapytałem go czy ma astmę, odpowiedział że nie. Kurcze, przecież jesteśmy tylko amatorami, pasjonatami kolarstwa i wydawało mi się, że każdy trenuje dla własnej satysfakcji, przyjemności, kto czego tam chce, że na tym poziomie nikt nie przekracza tej granicy, żeby sięgać po tego typu środki. Zawiodłem się. Ale ok, samo to, że te leki leżały w jego apteczce nie daje 100% pewności, że je bierze, choć jak dla mnie to i tak poważny dowód, a tłumaczenie, że to leki siostry są co najmniej śmieszne, bo niby co one robiły w jego torbie na zgrupowaniu daleko od domu na którym rzecz jasna jego siostry nie było? Ale nawet jeśli okazałoby się, że jednak ich nie brał to dręczy mnie inna sprawa. Chodzi o społeczną akceptację, wyczuwalne przyzwolenie na koksowanie. Każdy komu tylko mówiłem o tym salbutamolu obracał to w żart albo wzruszał ramionami, w końcu to normalka, każdy przecież koksuje. Nikt się tym nie przejął. I pewnie zaraz też zapomniał. Jakby brakowało odwagi kiedy przychodzi do konkretnej sytuacji żeby zdobyć się na wyrażenie własnej opinii. Podam inny przykład. Rozmawiamy o dopingu i każdy bez wyjątku wypowiada się o nim krytycznie. Zapytałem co sądzą o tym, że Xavier Tondo poinformował policję o mieszkaniu z którego rozprowadzano spore ilości koksów. Spodziewałem się słów pochwały, usłyszałem tylko, że to kapuś. Jestem załamany tą postawą. Może to taka polska mentalność, nie wiem.