Strony

Złota rada - krowi chód

Ostatnia prosta do mety. Jedziesz już na luzie, dopinasz koszulkę pod szyję, podnosisz ręce w geście triumfu dobre paręset metrów przed kreską. Bo wiesz, że masz wystarczającą przewagę przed grupą. Kto by nie chciał wygrać kiedyś na solo? Najpiękniejszy sposób na zwyciężanie. Tylko jak to zrobić kiedy trasa jak to na większości wyścigów w Polsce to płaska jak stół rundka gdzieś w polu a my nie nazywamy się Fabian Cancellara?
Otóż jest taki pewien sposób którego nauczył mnie mój pierwszy trener Michał Liberski. Nazywa się go odjazd krowim chodem albo psim swędem. Ciężko go opisać słowami ale się postaram.
Wyobraź sobie, że startujesz na jakimś typowym ogórku. Nie ma żadnej jednej mocnej drużyny która jechałaby zespołowo, tylko każdy chce wygrać. Ty oczywiście też, ale nie byle jak tylko na solo. Ok, ruszamy. Od startu co chwilę ktoś atakuje ale nikt daleko nie odjeżdża bo wszyscy mają jeszcze od groma siły na ataki i spawanie. Ty też coś próbujesz ale za każdym razem ktoś skoczy za Tobą albo krzyknie "lewa!" i już jesteś zespawany. Nawet jak uda się coś zmontować to i tak Ci nie pasuje bo przecież chcesz odjechać sam. Ale Ty się nie zniechęcasz bo wiesz jak odjechać krowim chodem! Więc wyczekujesz moment kiedy po kolejnej serii ataków grupa się rozjeżdża, tempo spada, wszyscy jadą ławą. Wyjeżdżasz wtedy na czoło i spokojniutko, delikatnie podkręcasz tempo, żadnego skakania, po prostu stanąłeś w pedały i jedziesz z 5 km/h szybciej niż wszyscy. Cały czas jedziesz twardo, z pedała i przy którymś z rantów. I nikt nie może siedzieć Ci na kole. Kiedy tak wyjeżdżasz przed grupę musisz pamiętać o tym żeby cały czas patrzeć za siebie, na grupę. To musi tak wyglądać, jakbyś tylko podjechał do przodu żeby sobie popatrzeć co się dzieje na czele, kto tam jedzie itd itp. Wszyscy myślą, że po to właśnie sobie wyjechałeś i zaraz wrócisz grzecznie do grupy. Dobra, więc udało Ci się wyjechać przed grupę i powolutku zyskujesz trochę dystansu. Teraz musisz wyczuć odpowiedni moment, bo jeśli za długo będziesz sobie tak jechał albo za daleko odjedziesz to komuś na pewno puszczą nerwy i Cię zespawa. Ale jeśli masz dobre wyczucie to po nadrobieniu bezpiecznego dystansu zamiast wrócić do grupy tak jak sądzili Twoi naiwni przeciwnicy, Ty rzucasz kilka ząbków w dół i niezbyt gwałtownie ale zdecydowanie przyspieszasz. I już Cię nie ma! W peletonie konsternacja , nie ma komu gonić, w końcu nie było tego jednoznacznego sygnału do spawania jak każdy skok wcześniej. A Ty z każdą sekundą zyskujesz dystans. Teraz już wszystko w Twoich rękach a raczej nogach. Popróbujcie sobie!