Strony

Stylówa odcinek piąty - Etapówka


Dobrych parę lat zajęło mi dojście do tego o czym zaraz przeczytacie w tym odcinku. Z obserwacji innych i przede wszystkim z autopsji zauważyłem następującą prawidłowość. Każdy kolarz przechodzi przez mniej więcej podobne etapy w pozwijaniu stylówy. Oto one.


Etap pierwszy. Zaczęliśmy kolarstwo i na pierwszej szosówce śmigamy ile wlezie nie zawracając sobie głowy co mamy na sobie. No chyba, że trafi się coś stricte kolarskiego, nieważne jak bardzo brzydkie, że miało już wcześniej kliku właścicieli i jest 3 rozmiary za duże. Ważne, że jest "kolarskie". Oczywiście to jest najbardziej trzepacki etap z możliwych ale zazwyczaj nie trwa długo.


Etap drugi. Jeśli nasz zapał nie okazał się słomiany istnieje spore prawdopodobieństwo, że wylądujemy w jakimś klubie. I przychodzi czas na nową zajawkę. Na początku sama koszulka to wystarczający powód do dumy i uciechy. Z czasem staramy się skompletować jak najdokładniej wszystkie elementy ubioru. Pod względem stylówy w zasadzie ten etap jest jak najbardziej w porządku, tyle, że trzeba brać poprawkę na dwie sprawy. Po pierwsze ciuchy klubowe w Polsce są często marnej jakości, mają kiepski krój i są po prostu brzydkie, projektowane z gotowych szablonów, bez polotu.  Po drugie pokażcie mi klub gdzie każdy zawodnik dostaje karton z pełnym kompletem każdego typu ciuchów. No właśnie, ciężka sprawa. Zawsze będzie czegoś brakowało i nieumiejętne uzupełnianie tych luk może być jednym z powodów skoku do następnego etapu.


Etap trzeci. Chyba każdy przez niego przechodził. A wielu, a właściwie większość z nas nadal w nim tkwi. Chodzi o noszenie ciuchów zawodowych ekip. CCC, Saxo Bank, Caisse d'Epargne czy CSC to te najpopularniejsze. Powody wyboru takich a nie innych ciuchów każdy ma swoje, a to jesteś fanem drużyny, konkretnego kolarza albo po prostu tylko to było na allegro. Nieważne. Jeżeli to czytasz to pewnie zależy Ci na stylówie więc w końcu uświadom to sobie, ubierając jak PROS wcale nie będziesz PRO. Prędzej trzepakiem miesiąca. Przebieranie się za zawodowców to trochę jak wiejski tuning. Możesz przemalować swojego starego poloneza w barwy jakiejś super rajdówki ale to nadal będzie Twój stary polonez. Efekt opłakany. Sam jeszcze niedawno miałem zajawkę na ciuchy zawodowców, dopiero niedawno, czyli po jakiś 8 latach jeżdżenia ogarnąłem się i przeskoczyłem do kolejnego etapu.


Etap czwarty. Ostatni. Stylówa najwyższych lotów. Czyli markowe, profesjonalne i piękne ciuchy. Eleganckie kolory, minimalistyczne projekty, wszystko ładnie zgrane i najwyższej jakości. Ja doszedłem do niego po 8 latach a niektórzy dochodzą dopiero w mastersach, jeśli w ogóle. Jak nadal nie wiesz o co chodzi to właśnie po to masz tego bloga, do zobaczenie w kolejnych odcinkach !