Strony

Misja szymonbike'a - pierwszy sukces


Oto Jezior. Postać znana z wesołego podejścia do otaczającego go świata. I z mega mocnej nogi. Tyle że jego moc nigdy nie szła w parze z odpowiednią do wysokiego poziomu stylówą. Do teraz. Jezior nie wstydził się konsultować z szymonbike'm i efekty widać jak na dłoni. Jeszcze tylko skarpetki do poprawy i będzie 100% PRO. Brawo! Kto następny?

Wszystkiego najlepszego Cipo!

Jak do brzmi hehe. Ale tak, Mario Cipollini obchodzi dzisiaj 45 urodziny. Swoją drogą ciekawe w jaki sposób? ;)


Wiosenna psychoza

Jest końcówka marca. Każdy kto już trochę się ściga dobrze wie, że to gorący okres. Apogeum spalary.


Nie wiesz o co chodzi? To poczytaj sobie przykłady.
Wróciłeś właśnie z 4h wytrzymałości i zadowolony odpalasz facebook'a żeby się tym pochwalić a tam już Twój konkurent zdążył napisać, że był 6h. Spalara mode on.
Złożyłeś swój nowy piękny rower i wchodzisz na forum light-bike żeby go wszystkim pokazać a tam już cała masa rowerów Twoich konkurentów, lepszych i lżejszych. Spalara mode on.
Po powrocie ze zgrupowania w Karkonoszach otwierasz Stravę żeby zrzucić dane z Garmina i odkrywasz, że kilku Twoich konkurentów też właśnie zrzuciło swoje zapiski ze zgrupowania, tyle że oni trenowali na wysokości w Sierra Nevada. Spalara mode on.
Nareszcie uciułałes na wymarzonego Polara więc logujesz się na forum mazovii żeby zasięgnąć rady jak z niego korzystać a tam już wszyscy Twoi konkurenci dyskutują o swoich nowych SRMach i PowerTapach. Spalara mode on.


Teraz już wiesz o co chodzi. Całą spalarę nakręcają domysły, plotki i niedopowiedzenia. A jej motorem napędowym są wszelkiego rodzaju strony internetowe  gdzie każdy spalacz ma możliwość podzielenia się swoimi wyczynami. Facebook, różne fora, blogi zawodników czy serwisy do zgrywania danych z Garminów, Polarów, SRMów itd. itp.
Ale tak naprawdę to wszystko  nakręca przede wszystkim Twoja własna głowa która bezkrytycznie chłonie jak gąbka te wszystkie, nie zawsze miarodajne, często z drugiej ręki informacje. Im większym jesteś spalaczem tym mocniej. W skrajnych przypadkach taka psychoza może doprowadzić do rzucenia kolarstwa jeszcze zanim doczekasz pierwszych startów.


Strasznie to głupie co? Tylko, że wszyscy, w mniejszym lub większym stopniu, się temu poddajemy. Jakby pierwszy wyścig w sezonie był jego głównym celem. Jak go dobrze nie pojedziemy to koniec świata. Jeśli się okaże, że mamy zrobione mniej kilometrów niż konkurencja to tragedia. Jak odpuścimy 3 treningi to już mamy po sezonie. I tak dalej.
I co z tym teraz zrobić? Po pierwsze to sobie to uświadomić, przyłapać swój umysł kiedy oglądając wykres z treningu rywala zapala się kontrolka spalary. I dalej spokojnie robić swoje. Sezon trwa prawie 7 miesięcy. Jeszcze będziesz miał okazję do wygrywania. Jak nie Sobótka to Sokółka. A jeśli nie jesteś w stanie kontrolować tego się dzieje w Twojej głowie to chyba jedynym ratunkiem jest odcięcie się od świata, nie wiem, zaszycie się z trenażerem na bezludnej wyspie.

Nowe Radary

embrocationmagazine.com

embrocationmagazine.com

ciclismo-espresso

.gif

cxhairs

Trzepak miesiąca. Marzec (poprawka)

Panie i Panowie. Oto, nareszcie, pierwszy Trzepak Miesiąca ustrzelony podczas treningu. Zgodnie z pierwotnym pomysłem. Dlatego też zdjęcie marnej jakości, hejterów przepraszam :) 


Na ten niekoniecznie zaszczytny tytuł zasłużył sobie :
  • koszulką do biegania
  • zimową czapką pod kaskiem nijak nie pasująca do reszty kreacji
  • czarnymi za niskimi skarpetkami
  • nieogoloną nogą
  • torbą, nerką czy czymś takim
Dzisiaj było około 14 stopni dla jasności, i o to głównie chodzi. Zapraszam do hejtowania! :)

PS numer dwa do Stylówy o okularach


Po trzecim odcinku Stylówy wszyscy już dobrze wiemy w jaki sposób za pomocą okularów wynieść swoją stylówę na wyżyny bycia PRO. Już tylko z samego mojego bliskiego otoczenia od groma znajomych świetnie ulepszyło swoją stylówę w ten sposób, także aż boję się pomyśleć, jak to będzie wyglądać w skali całego kraju. Jeszcze będzie tak, że staniesz na starcie w swoich nowiutkich, białych Oakley'ach a tu co druga osoba będzie mieć na nosie dokładnie ten sam model co Ty. I czar prysł. Nasza stylówa zmarniała przez zbytnią powszechność.

bikeacademy.pl
Po drugie, żyjemy w kulturze konsumpcjonizmu która działa na nasze głowy w ten sposób, że największą podjarkę mamy w chwili zamawiania i czekania na paczkę. A od momentu w którym już wypakowujemy swoje nowe Rudy Projecty podniecenie opada i już chwili zaczynamy się rozglądać co by tu teraz kupić. Nie jest tak? Jest jest.

W obu przypadkach będziemy potrzebowali czegoś więcej, czegoś lepszego. Przeniesienia się na wyższy poziom stylówy :) A sposobem na to jest sprawienie sobie okularów z wyjątkowym, niepowtarzalnym malowaniem. Wszystkim kumatym od razu zaświtała pewnie myśl - Oakley Custom. I dobrze, to najłatwiejszy i dający najwięcej możliwości sposób na zindywidualizowanie naszych okularów. Ale nie jedyny. Na zdjęciu poniżej widać, że i BBB wyczuło trend i też oferuje spore pole do popisu.


Jest jeszcze Rudy Project z masą kolorów szkieł, oprawek czy gumek do wyboru i pewnie znalazłoby się jeszcze kilka mniejszych producentów którzy też dają takie możliwości. Ale już o tym pisałem.
Chodzi ogólnie o to, że w ten sposób osiągamy wyższy poziom stylówy. Ale nie najwyższy. Bo szczytem stylówy jest złożenie sobie customowych okularów tak, żeby idealnie zgrywały nam się z barwami klubowymi. Po prostu stworzenie okularów w klubowych barwach (ewentualnie jeśli nie macie klubu bo macie bana za koks to w barwach ulubionego europro kompletu). Właśnie tak:




 



I tak dalej i tak dalej. A taka zabawa wcale nie musi byś strasznie droga, ale o tym napiszę już za kilka dni. Stay tuned!

Spalara sprzętowa

Nie jestem wielkim fanem spalania sprzętem. Wręcz odwrotnie. Ale jeśli chce się mieć fajny rower to niestety nie da się od tego uciec. Wczoraj ogarniałem sobie rower na pierwszy w tym roku (hehe) trening na dworze i nawijając owijkę wspomogłem się znalezionym jakiś czas temu na trenażerze filmikiem "how to wrap your bars LIKE A PRO".
Wszyscy chcemy być PRO dlatego myślę, że warto poświęcić te 8 minut. Nawinięcie owijki to straszny banał ale jak się okazuje można to zrobić ciutkę lepiej, robiąc ten fajny myk dookoła manetki albo przycinając i obklejając na samym końcu. LIKE A PRO, a nie jakoś tam byle jak.

Złota rada na śniadanie

fabricadellabici
Jakiś czas temu ktoś zapytał kiedy pojawi się coś z tematyki odżywiania. Dzisiaj spełniam prośbę i przedstawiam pierwszy post kulinarny. Fanów bloga Kasi Tusk muszę zasmucić, to nie stanie się regułą. No dobrze, więc pierwszy odcinek będzie o śniadaniu mistrzów, w sam raz przed siedmiogodzinnym katowaniem bazy.


A konkretniej o owsiance. Owsiance mistrzów. Nie jakimś tam erzacu typu gotowe musli albo co gorsza jakieś płatki kukurydziane zalane mlekiem. Takie półśrodki zostawiamy gimnazjalistom i trzepakom. Owsianka której zrobienia zaraz Was nauczę to zupełnie inna bajka.
Po pierwsze, rzecz jasna, potrzebujemy płatków owsianych. Zazwyczaj w sklepie do wyboru mamy dwa rodzaje - błyskawiczne i górskie. Pierwsze dla sprinterów, drugie dla górali ;) Jak jesteśmy spalaczami to wybieramy te drugie bo są dużo bardziej wartościowsze bo mniej przetworzone.
Teraz kolej na stworzenie własnego PRO musli. W jakimś dużym naczyniu wsypujemy płatki i dodajemy co się nawinie pod rękę. Posiekane daktyle, rodzynki, morele, migdały, orzechy włoskie, laskowe, ziarna słonecznika, otręby, kawałki banana,  i co tam jeszcze dusza zapragnie. Im więcej tym lepiej, tym owsianka bardziej mistrzowa.
Świetnie, więc jak już mamy gotowe swoje PRO musli wrzucamy je do garnka. Ile kto potrzebuje, ja zazwyczaj wrzucam tak mniej więcej 2 garście ale jak macie jechać trening od świtu do zmroku to sobie nie żałujcie! To co w garnku już jest zalewacie wodą tak żeby to wszystko przykryła z lekkim zapasem i wstawiacie na ogień. Teraz czas na kolejne dodatki. Ja dodaję cynamon, imbir, czasem kawę. Można kombinować.
Ok, mieszamy dalej do momentu aż owsianka tak zgęstnieje, że zaczyna przywierać do dna i już za moment zacznie się przypalać. Teraz czas na mleko, kapkę, tylko żeby owsiankę trochę rozrzedzić i gotujemy dalej do momentu aż znowu dochodzi do momentu okrokodprzypalenia.
Voila! Spalaczom i tłuścioszkom odradzam ale wszystkim pozostałym polecam jeszcze posłodzić naszą mistrzową owsiankę miodem. Smacznego!

Szymonbike rozdaje rabaty


Tym razem to nie żadna konkretna zniżka ale coś na czym pewnie jeszcze lepiej skorzystacie. Otóż w sklepie SIXSECONDS.PL pracuje jeden z większych fanów bloga, zajawkowicz na stylówę i cała opcja ze rabatami polega na tym, że jak tylko czegoś potrzebujecie możecie napisać do niego na sklep@sixseconds.pl i dostaniecie indywidualną ofertę z na przykład odpowiednim rabatem albo wysyłką za darmo :)
Szymonbike obadał jak moglibyście poprawić swoją stylówę w tym sklepie i najciekawsze co mogą tam dla Was ściągnać to np. buty fizika, okulary bbb impact, kaski catlike albo ciuchy pearl izumi. Tylko musicie o nie zapytać po prostu. Ogarniajcie stylówę!

Jako że jest dzień kobiet..

..to wszystkim czytelniczkom szymonbajka (wg. statystyk facebooka jest Was niecałe 10% wszystkich czytelników, ale to zawsze coś) podrzucam link do bloga który najwyraźniej bardziej skierowany jest do Was:
Pewnie to niewypał hehe, ale mimo, że mam dwie starsze siostry to nie mam zielonego pojęcia co by mogło Wam się spodobać.


Nowe pojęcia w słowniczku kolarza: PRO i euro

Super Mario - bóg euro kolarzy

Właściwie to oba oznaczają to mniej więcej to samo. PRO jest trochę szerszym pojęciem niż euro które jest dokładnie określone przez 89 spisanych zasad. Ale żeby nie utrudniać sobie życia, umówmy się, że euro i PRO to jedno i to samo i można tych określeń używać zamiennie.
Tak czy siak temat jest tak rozległy, że niemożliwe jest stworzenie krótkiej definicji która streściłaby to pojęcie. Mogłaby ona np. brzmieć tak: Kwintesencja najlepszej stylówy, kolarskiej sylwetki ze wskazaniem na wyżyłowaną nogę, stylu jazdy i pięknego roweru. Odwrotność trzepactwa.
Tyle, że taka definicja nie wyczerpuje tematu i każdy może ją sobie interpretować na swój nie zawsze trafiony sposób. To czym jest bycie PRO albo euro trzeba po prostu czuć.
Ewentualnie, w wypadku gdyby ktoś nie był takim maniakiem jak ja, można poratować się Oficjalnymi Zasadami Euro Kolarzy. Można je znaleźć na stronie jej twórców velominati.com albo na tych dwóch stronach na facebooku : tu i tu. Mega zajawka. Polecam
A wszystkim których angielski kuleje niczym stylówa Cavendisha obiecuję, że kiedyś przetłumaczę wszystkie zasady i stosownie poprawię co poniektóre bo aż się o to proszą. Tylko nie pytajcie kiedy.

będą szumieć?


Gdyby ktoś też chciał takie cudeńka to podaję przepis:
- obręcze z alibaby (około 300 dolarów z wysyłka z Chin)
- piasty z bikehubstore (około 100 dolarów )
I reszta jaka komu pasuje

Złota rada dla Marka Cavendisha


Cav trzepaku! Odszukaj swoje stare buty, bo Twoja stylówa kuleje i to mocno.

Postscriptum do Stylówy numero uno o skarpetkach


Najwierniejsi fani bloga pewnie pamiętają pierwszy odcinek Stylówy w którym mowa była o skarpetkach. Wygląda na to że temat wypłynął na szerokie wody, na przykład do Francji gdzie nam go pozazdrościli i nie chcąc być gorszym napisali swój tekst.  A dokładniej napisała go Julie Krasniak, która temat stylówy musi mieć w małym palcu w końcu jeździ w teamie Rapha Focus. Cały tekst w oryginale znajduje się na stronie veloderoute.com. Jak widać jest oczywiście po francusku ale na szczęście znalazła się dobra dusza pod postacią Anety Wójcik z pro-cycling.org która mistrzowo, z lekkim przymrużeniem oka przetłumaczyła cały tekst za co należą się wielkie podziękowania, merci beaucoup :)

Okej! albo raczej Voila! Oto francuska wersja stylówy o skarpetkach:

Skarpety: wysokie czy niskie – oto jest pytanie 

Pytanie fundamentalne, egzystencjalne, ważkie. Jego ważkość wzrasta wraz z powolnym podnoszeniem się wskazówek naszych barometrów i termometrów, jeśli nie w Polsce, to z pewnością w którymś z kurortów España loca, ewentualnie nad Gardą, gdzie masowo pozjeżdżali się zarówno pro-si jak i hejterzy. Zawodnicy z definicji totalnie różni, jednak połączeni wspólnym celem: ubraniem krótkich spodenek.
Krótkie spodenki odsłaniają wycieniowane, okablowane (oby!) łydki, jednak ku ubolewaniu maniaków stylówy sprawiają, iż na światło dzienne wychodzą też..... skarpety. A właśnie, jakie lepiej: wysokie czy niskie? Ponieważ coraz częściej mamy do czynienia z typem pierwszym, Julie Krasniak z portalu veloderoute.com postanowiła nieco bardziej zanalizować temat.

A więc jak to się zaczęło?

Skarpety do połowy łydki widoczne w zawodowym peletonie są stosunkowo niedługo, bodaj od dziesięciu lat, a jednym z bardziej kontrowersyjnych "trendsetterów" z bliższej przeszłości okazał się Bradley Wiggins, który swoim samozwańczym czynem ubioru wyższej skarpety wzbudził polemikę zarówno wśród swoich fanów jak i przeciwników.
Wracając do czasów bardziej odległych, za "ojców" wysokich skarpet uważa się Damiena Nazona i Christophe'a Moreau. Swój wybór tłumaczyli oni jedynie chęcią podkreślenia wyrzeźbionych i opalonych łydek w elegancki sposób. Warto zauważyć, iż panowie pochodzą z Francji, która jak widać jest ojczyzną mody, kolarstwa i... mody kolarskiej.
Z kolei w naszym rodzimym peletonie za jednego z tegorocznych prekursorów omawianego trendu uznać możemy Piotra Gawrońskigo, który w żartobliwych fecebookowych komentarzach doczekał się nawet ksywy "człowiek-skarpeta".

Tyle o historii ale o co tak właściwie chodzi?

Całe zjawisko pozostawia po sobie do tej pory aurę tajemniczości. Zainteresowana tematem autorka dociekając istoty problemu postanowiła w minionym roku zanalizować kilka salonów Eurobike i znalazła tam większość par skarpetek dostępnych w dwóch wysokościach! Zaskoczona takim rozwojem sytuacji postanowiła przeprowadzić internetową sondę za pomocą Fecebooka. O określenie zdania na temat wysokich skarpet poprosiła 51 kolarzy, których głosy rozłożyły się następująco:
za: 31%
przeciw 51%
tylko w pewnych warunkach: 18%.
Skoro temat wzbudził i nadal wzbudza tak liczne kontrowersje, z pewnością warto się było mu przyjrzeć z bliska i ustalić kilka zasad.

Wysokość

Po pierwsze rozróżniamy trzy wysokości skarpet: normalne, półwysokie i wysokie.
Jest jednak jedna ważna zasada, której pod żadnym pozorem łamać nie wolno, pod zarzutem amatorszczyzny, a co gorsza trzepactwa: wysokość skarpety nie powinna "przekraczać" Waszego pięknego charakterystycznego mięśnia brzuchatego łydki. Dlaczego? Aby nie popaść w trend pończoch uciskowych.
Z tą niepisaną regułą powinni się zapoznać wszyscy decydujący się na "podniesienie" swoich skarpet. Powtórzmy jeszcze raz: nie przekraczajcie mięśnia brzuchatego!
Pytanie co wtedy, jeśli Twój kolarski mięsień zaginął gdzieś między warstwą zbędnej tkanki tłuszczowej, a brakiem treningu? W mojej ocenie odpowiedź jest jedna: jeżeli jesteś aż takim trzepakiem, to na chwilę obecną lepiej zapomnij o wysokich socks'ach, bo to zbyt wysokie progi dla Ciebie, a pustkę spowodowaną ich brakiem zapełnij trenowaniem i cieniowaniem.

Kolor

Lansowanie wysokich skarpet zaczęło się od egzemplarzy w kolorze najbardziej pro ze wszystkich pro-kolorów, czyli oczywiście białym. Nie jest to jednak pokłosie chęci zabłyśnięcia stylówą. Kolor biały wywodzi się ze starych tradycji kolarskich, kiedy to jeszcze cykliści mogli otrzymać grzywnę za nieprzestrzeganie kolarskiego dresscode'u, według którego skarpety musiały być białe! Czarne są po prostu w złym guście.
Jedynym wyjątkiem od tej reguły mogą być profi kolarze np. hiszpańscy, których bazowa brązowość łydy jest utrzymywana nawet poza sezonem. Dobrym przykładem może być tu Juan José Cobo, jemu można by wybaczyć czarne skarpety. Jednak nawet w tym wypadku poleca się kolor biały.

Aspekt pogodowy 

Niektórzy amatorzy długich skarpet nie uznają jednak jazdy w nogawkach, nawet gdy temperatury już dawno przestały oscylować wokół zera i spadły w daleką mroźną otchłań. Co jednak robią aby nie zamarzły im łydki? Podciągają skarpety! Żeby niby ochronić dolną część nogi i utrzymać dość wysoki poziom ciepła. Nie prościej założyć nogawki? Nie, jestem super kozakiem, nie potrzebuję nogawek.
Do czego nieustanna jazda "na krótko" prowadzi? Otóż do powstania żałosnej, pseudo-kolarskiej opalenizny. Może i Ty sam, kolarzu, nie będziesz nią zażenowany. Ale z pewnością dotyczyć to będzie Twojej dziewczyny, która będzie zmuszona znosić spojrzenia gapiów, podziwiających szczątkową opaleniznę kolarza-wariata. Nietrudno wszakże się domyśleć, iż między końcem krótkiej nogawki, a skarpetą sięgającą połowy łydy, słońce nie będzie miało zbyt szerokiego pola do popisu.

Aspekt personalny 

Bardzo nam wszystkim przykro, ale po raz kolejny, w tym szarym i smutnym życiu, będziemy mieli do czynienia z dyskrymiancją. W przypadku skarpet jest trochę jak z modą – nie każdemu wolno nosić rurki, bo tak naprawdę dobrze wyglądają w nich tylko ludzie o budowie modeli. Żeby móc nosić wysokie skarpety trzeba mieć łydkę długą, wycieniowaną i opaloną!
Tak, to jest dyskryminacja.

Inny punkt widzenia 

Angielski portal velominati.com swego czasu zaproponował kodeks dobrych praktyk dla kolarza. Kwestii skarpet poświęcona została zasada numer 27.
Według niej, co do długości, skarpety powinny być "nie za długie i nie za krótkie". Autorzy obrazują to na przykładzie Lance'a Armstronga, którego skarpety bywały stanowczo za długie. Z kolei z drugiej strony barykady znalazł się Sean Yates, który skarpety miał tak krótkie, że ledwo co było je widać. Podobno takie "stopki" zarezerwowane są tylko dla tenisistek (?!).
Autorka tekstu wywnioskowała więc, że Anglicy są przeciw wysokim skarpetom.
Jeśli zaś chodzi o zasadę numer 28, traktującą o kolorze, to tutaj redaktorzy velominati.com są nieco bardziej łaskawi. Pozwalają bowiem, na wybór skarpet w takim kolorze, jaki Ci się żywnie podoba (dzięki!), wiedząc, że biały to stara szkoła i jest po prostu 'cool', a czarny jest 'cool' bo... po prostu jest 'cool'. No chyba, że jest noszony w stylu teksańskim. Tu autorka przywołuje obraz "kowboja" w szortach, czarnych skarpetach i białych adidasach. To chyba nie wymaga komentarza...

Konkluzja? Oto i ona: długie skarpety możesz znaleźć wszędzie. Zasady już znasz, więc jeśli chcesz, to kupuj.