Strony

Postscriptum do Stylówy numero uno o skarpetkach


Najwierniejsi fani bloga pewnie pamiętają pierwszy odcinek Stylówy w którym mowa była o skarpetkach. Wygląda na to że temat wypłynął na szerokie wody, na przykład do Francji gdzie nam go pozazdrościli i nie chcąc być gorszym napisali swój tekst.  A dokładniej napisała go Julie Krasniak, która temat stylówy musi mieć w małym palcu w końcu jeździ w teamie Rapha Focus. Cały tekst w oryginale znajduje się na stronie veloderoute.com. Jak widać jest oczywiście po francusku ale na szczęście znalazła się dobra dusza pod postacią Anety Wójcik z pro-cycling.org która mistrzowo, z lekkim przymrużeniem oka przetłumaczyła cały tekst za co należą się wielkie podziękowania, merci beaucoup :)

Okej! albo raczej Voila! Oto francuska wersja stylówy o skarpetkach:

Skarpety: wysokie czy niskie – oto jest pytanie 

Pytanie fundamentalne, egzystencjalne, ważkie. Jego ważkość wzrasta wraz z powolnym podnoszeniem się wskazówek naszych barometrów i termometrów, jeśli nie w Polsce, to z pewnością w którymś z kurortów España loca, ewentualnie nad Gardą, gdzie masowo pozjeżdżali się zarówno pro-si jak i hejterzy. Zawodnicy z definicji totalnie różni, jednak połączeni wspólnym celem: ubraniem krótkich spodenek.
Krótkie spodenki odsłaniają wycieniowane, okablowane (oby!) łydki, jednak ku ubolewaniu maniaków stylówy sprawiają, iż na światło dzienne wychodzą też..... skarpety. A właśnie, jakie lepiej: wysokie czy niskie? Ponieważ coraz częściej mamy do czynienia z typem pierwszym, Julie Krasniak z portalu veloderoute.com postanowiła nieco bardziej zanalizować temat.

A więc jak to się zaczęło?

Skarpety do połowy łydki widoczne w zawodowym peletonie są stosunkowo niedługo, bodaj od dziesięciu lat, a jednym z bardziej kontrowersyjnych "trendsetterów" z bliższej przeszłości okazał się Bradley Wiggins, który swoim samozwańczym czynem ubioru wyższej skarpety wzbudził polemikę zarówno wśród swoich fanów jak i przeciwników.
Wracając do czasów bardziej odległych, za "ojców" wysokich skarpet uważa się Damiena Nazona i Christophe'a Moreau. Swój wybór tłumaczyli oni jedynie chęcią podkreślenia wyrzeźbionych i opalonych łydek w elegancki sposób. Warto zauważyć, iż panowie pochodzą z Francji, która jak widać jest ojczyzną mody, kolarstwa i... mody kolarskiej.
Z kolei w naszym rodzimym peletonie za jednego z tegorocznych prekursorów omawianego trendu uznać możemy Piotra Gawrońskigo, który w żartobliwych fecebookowych komentarzach doczekał się nawet ksywy "człowiek-skarpeta".

Tyle o historii ale o co tak właściwie chodzi?

Całe zjawisko pozostawia po sobie do tej pory aurę tajemniczości. Zainteresowana tematem autorka dociekając istoty problemu postanowiła w minionym roku zanalizować kilka salonów Eurobike i znalazła tam większość par skarpetek dostępnych w dwóch wysokościach! Zaskoczona takim rozwojem sytuacji postanowiła przeprowadzić internetową sondę za pomocą Fecebooka. O określenie zdania na temat wysokich skarpet poprosiła 51 kolarzy, których głosy rozłożyły się następująco:
za: 31%
przeciw 51%
tylko w pewnych warunkach: 18%.
Skoro temat wzbudził i nadal wzbudza tak liczne kontrowersje, z pewnością warto się było mu przyjrzeć z bliska i ustalić kilka zasad.

Wysokość

Po pierwsze rozróżniamy trzy wysokości skarpet: normalne, półwysokie i wysokie.
Jest jednak jedna ważna zasada, której pod żadnym pozorem łamać nie wolno, pod zarzutem amatorszczyzny, a co gorsza trzepactwa: wysokość skarpety nie powinna "przekraczać" Waszego pięknego charakterystycznego mięśnia brzuchatego łydki. Dlaczego? Aby nie popaść w trend pończoch uciskowych.
Z tą niepisaną regułą powinni się zapoznać wszyscy decydujący się na "podniesienie" swoich skarpet. Powtórzmy jeszcze raz: nie przekraczajcie mięśnia brzuchatego!
Pytanie co wtedy, jeśli Twój kolarski mięsień zaginął gdzieś między warstwą zbędnej tkanki tłuszczowej, a brakiem treningu? W mojej ocenie odpowiedź jest jedna: jeżeli jesteś aż takim trzepakiem, to na chwilę obecną lepiej zapomnij o wysokich socks'ach, bo to zbyt wysokie progi dla Ciebie, a pustkę spowodowaną ich brakiem zapełnij trenowaniem i cieniowaniem.

Kolor

Lansowanie wysokich skarpet zaczęło się od egzemplarzy w kolorze najbardziej pro ze wszystkich pro-kolorów, czyli oczywiście białym. Nie jest to jednak pokłosie chęci zabłyśnięcia stylówą. Kolor biały wywodzi się ze starych tradycji kolarskich, kiedy to jeszcze cykliści mogli otrzymać grzywnę za nieprzestrzeganie kolarskiego dresscode'u, według którego skarpety musiały być białe! Czarne są po prostu w złym guście.
Jedynym wyjątkiem od tej reguły mogą być profi kolarze np. hiszpańscy, których bazowa brązowość łydy jest utrzymywana nawet poza sezonem. Dobrym przykładem może być tu Juan José Cobo, jemu można by wybaczyć czarne skarpety. Jednak nawet w tym wypadku poleca się kolor biały.

Aspekt pogodowy 

Niektórzy amatorzy długich skarpet nie uznają jednak jazdy w nogawkach, nawet gdy temperatury już dawno przestały oscylować wokół zera i spadły w daleką mroźną otchłań. Co jednak robią aby nie zamarzły im łydki? Podciągają skarpety! Żeby niby ochronić dolną część nogi i utrzymać dość wysoki poziom ciepła. Nie prościej założyć nogawki? Nie, jestem super kozakiem, nie potrzebuję nogawek.
Do czego nieustanna jazda "na krótko" prowadzi? Otóż do powstania żałosnej, pseudo-kolarskiej opalenizny. Może i Ty sam, kolarzu, nie będziesz nią zażenowany. Ale z pewnością dotyczyć to będzie Twojej dziewczyny, która będzie zmuszona znosić spojrzenia gapiów, podziwiających szczątkową opaleniznę kolarza-wariata. Nietrudno wszakże się domyśleć, iż między końcem krótkiej nogawki, a skarpetą sięgającą połowy łydy, słońce nie będzie miało zbyt szerokiego pola do popisu.

Aspekt personalny 

Bardzo nam wszystkim przykro, ale po raz kolejny, w tym szarym i smutnym życiu, będziemy mieli do czynienia z dyskrymiancją. W przypadku skarpet jest trochę jak z modą – nie każdemu wolno nosić rurki, bo tak naprawdę dobrze wyglądają w nich tylko ludzie o budowie modeli. Żeby móc nosić wysokie skarpety trzeba mieć łydkę długą, wycieniowaną i opaloną!
Tak, to jest dyskryminacja.

Inny punkt widzenia 

Angielski portal velominati.com swego czasu zaproponował kodeks dobrych praktyk dla kolarza. Kwestii skarpet poświęcona została zasada numer 27.
Według niej, co do długości, skarpety powinny być "nie za długie i nie za krótkie". Autorzy obrazują to na przykładzie Lance'a Armstronga, którego skarpety bywały stanowczo za długie. Z kolei z drugiej strony barykady znalazł się Sean Yates, który skarpety miał tak krótkie, że ledwo co było je widać. Podobno takie "stopki" zarezerwowane są tylko dla tenisistek (?!).
Autorka tekstu wywnioskowała więc, że Anglicy są przeciw wysokim skarpetom.
Jeśli zaś chodzi o zasadę numer 28, traktującą o kolorze, to tutaj redaktorzy velominati.com są nieco bardziej łaskawi. Pozwalają bowiem, na wybór skarpet w takim kolorze, jaki Ci się żywnie podoba (dzięki!), wiedząc, że biały to stara szkoła i jest po prostu 'cool', a czarny jest 'cool' bo... po prostu jest 'cool'. No chyba, że jest noszony w stylu teksańskim. Tu autorka przywołuje obraz "kowboja" w szortach, czarnych skarpetach i białych adidasach. To chyba nie wymaga komentarza...

Konkluzja? Oto i ona: długie skarpety możesz znaleźć wszędzie. Zasady już znasz, więc jeśli chcesz, to kupuj.