Strony

Spalara nie popłaca

Dwa dni. Dwie szmacianki. I dwa kompletnie inne podejścia do nich.

Miłka Brzęczek
1. Ogórek numer jeden.
Czyli czwartek kolarski na warszawskim Służewcu. Chętnie bym go poleciał ale nie wyrobiłem sobie jeszcze licencji więc mogłem o tym zapomnieć. Dlatego dzień wcześniej zamiast trzymać nogi w obierkach poszedłem do nowej pracy i cały spędziłem na nogach sprzedając dętki celebrytom i podjadając byle co zamiast opychać się makaronem. Poszedłem spać koło drugiej w nocy, rano zjadłem coś tam na szybko i po południu wyszedłem na trening, tak żeby od razu po nim dojechać na Służewiec żeby pokibicować kolegom. Zrobiłem co tam chciałem zrobić, przyjechałem już pusty z jedzenia i picia więc sobie gdzieś usiadłem i pogadałem z tym kto się nawinął. I pół godziny do startu dowiedziałem się, że tego dnia można było jechać bez licencji bo równolegle rozgrywany był wyścig Dookoła Mazowsza Amatorów. To się zgłosiłem, co się miałem nie zgłaszać. Do bidonu wlałem jakiś soczek z biura zawodów i do boju. I co? I super. Czułem się wyśmienicie i nawet załapałem się w odjazd dnia.

Miłka Brzęczek

2. Ogórek numer dwa
Czyli Rondo Babka. Teraz wszystko wywracamy na odwrót. Dzień przed nie miałem specjalnie nic do roboty więc przyspaliłem jak stuprocentowy młodzik przed pierwszym wyścigiem z licencją. Makaronik z oliwą, krótka przejacha z wprowadzeniem, nogi do zimnej wody a potem do góry i wcześnie spać. Straszny obciach tak się spalać na Ronde van Babka ale w sumie było po co bo przyjechali napieratorzy jakich mało. Kilku gości z BDC MarcPol, Piotr Wadecki i Konrad Gorzelak który chce być numerem jeden w tym sezonie, więc było co jechać . No dobra, i co mi dało to całe trzepackie spalactwo? Nic. Noga zamulona, oddech jakiś nie ten, dynamitu brak. Ogólnie słabo.

Miłka Brzęczek

Mit spalary został obalony! Od dzisiaj możecie się wyluzować. Masz jutro ważny wyścig? Idź z kolegami na piwo. Spalara nic nie daje. Hurra!