Strony

Tanie Zgrupowanie - dzień siódmy


Dzień po awariach każdy pojechał w swoją stronę. Ja z Wojtkiem wybrałem się na trening na masyw Monte Baldo od wschodniej strony przez Brentonico. Niepozorna rundka. Dojechać kilkanaście kilometrów, wjechać na górę i zjechać z innej strony i wrócić. A i tak szybciej od nas Paweł objechał tego dnia całe jezioro. Bo Monte Baldo to kawał góry.
Sam podjazd miał z 17 km i w niektórych miejscach miał chyba z 16%. Tak jechaliśmy i jechaliśmy, krajobraz się zmieniał, aż w końcu dojechaliśmy do jakiegoś schroniska na szczycie. Zrobiło się już chłodnawo więc podeszliśmy do kobiety siedzącej na schodkach i zagadaliśmy "ciao, yyy eee gazetta prego" czy coś takiego a w odpowiedzi usłyszeliśmy "dobra, możecie mówić po polsku". Dostaliśmy więc od naszej rodaczki górę gazet, wpakowaliśmy pod koszulki i zjechaliśmy bajkowym zjazdem który nie nagrał się niestety bo padła bateria w GoPro, ale to jest właśnie ten zjazd którego część  nagrałem rok temu. Możecie sobie obejrzeć, ale jeśli rozbolą Was od tego oczy to pretensje nie do mnie.
Już na dole zrobiliśmy obowiązkowy coffee break na którym do kawki (zdrobnienie jak najbardziej na miejscu) coś chyba nam dosypała miła pani i już do końca dnia byliśmy lekko skuci. Mi się to nawet podobało.