Strony

Tanie Zgrupowanie - dzień szósty

Oto i jest. Dzień rozbijania barierek i samochodów.


Misja po dniu przerwy była prosta, zaatakować królewski etap czyli podjechać Monte Bondone od strony Trento. Szczyt da się zdobyć jeszcze z dwóch innych stron ale one się nie liczą, podjazd od Trydentu to klasyczek. 17 kilometrów, a właściwie 18 jeśli liczyć też wcale niepłaski dojazd, średnie nachylenie 7,5 % i milion cudownych patelni. No i od tej właśnie strony jechało Giro w pamiętnym nakoksowanym 2006 roku.


Sam dojazd z Rivy do Trento wzdłuż autostrady nie zapowiadał się specjalnie ekscytująco. Ale tego dnia nie było nam dane zwyczajnie odbębnić trening i po powrocie do domu od razu o nim zapomnieć.
Ciekawie zaczęło już być na rozgrzewce. Zamontowaliśmy Piotrkowi GoPro na sztycy żeby zrobił nam kilka zdjęć na stronę Żolibera. Chyba za bardzo przejął się swoją rolą i na wąskiej ścieżce rowerowej zupełnie się zamotał i bum! Pierwsza kraksa i pierwsze zniszczenia zaliczone. Ze zdjęć nic nie wyszło ale za to filmik jest dobry ;)



Okazało się, że Piotrek nie jest polskim Johnym Hoogerlandem i niedługo zostaliśmy we trójkę. Bez większych awarii dotarliśmy do Trento, na starówce uzupełniliśmy bidony ale kawka miała zaczekać na nasz powrót z Monte Bondone. Nie doczekała.


Na szczyt który przywitał nas ostatkami śniegu i narciarzy wjechaliśmy bez napinania. Z czasem grupetto Giro, wygląda na to, że jesteśmy mocarzami na miarę Pro Touru. (Dla niekumatych hejterów dodam, że to żart)
A skoro wjechaliśmy to trzeba było zjechać, więc zjechaliśmy. Ja prowadzę, Baltazar z GoPro na mostku filmuje. Puść sobie swój ulubiony kawałek w tle i pozachwycaj się tym fantastycznym zjazdem, nie dokończonym ;)



Już? Od razu napiszę, nikomu nic poważnego się nie stało. Baltazar jak było widać mega umiejętnie się wybronił i nie wjechał prosto w Ibizę (trochę szkoda bo wtedy filmik byłby jeszcze lepszy hehe) tylko na moment wcześniej położył się i udem uderzył w zderzak. "Bardzo miękki był ten zderzak" później dodał :)
Z pewnością pojawią się teraz głosy jakimi to szaleńcami jesteśmy żeby tak zjeżdżać, okej, to normalka w internecie. Ale to nie jest tak, że na zjazdach wyłączamy wyobraźnię, w tym wypadku akurat miał miejsce kiepski zbieg okoliczności przyrody. Górka ziemi zasłaniająca to co jest za zakrętem i Ibiza w kolorze asfaltu. Takie rzeczy się zdarzają po prostu i trzeba się cieszyć, że nikomu nic się nie stało.
Po tym wypadku sporo czekało nas motania z panią Włoszką która nie kumała nic a nic po angielsku. Chcieliśmy to rzecz jasna wyjaśnić bez udziału policji ale nic z tego nie wyszło. Carabinieri wezwani przez spanikowaną Włoszkę okazali się na całe szczęście wyluzowanymi kolesiami i nawet udało się dogadać bez zbędnych formalności. Nawet momentami było wesoło. Na przykład kiedy jeden z nich dla rozładowania atmosfery zagadał Pawła który ma tunele w uszach czy teraz będzie bił rekord w jeździe godzinnej na czas bo jest dzięki temu bardziej aero :) Oto oni,dobrzy gliniarze:



W podzięce za dobry uczynek zostali obdarowani tiktakami, haha, bardzo przyjemne zwyczaje w tym pięknym kraju. To już koniec przygód dnia szóstego. Na do widzenia galeria zdjęć z podjazdu pod Monte Bondone.