Strony

Tanie Zgrupowanie - dzień trzeci


Nie pamiętam już o co chodziło w tym treningu. Jakoś na pałę pojechaliśmy na północ żeby wjechać w prawdziwe góry. W końcu udała nam się jazda bez napinania w czym zasługę ma wczorajsza runda przez Tremosine i z nogi na nogę podjechaliśmy na rozgrzewkę do Lago di Tenno. Ubraliśmy się w pelerynki na zjazd. Tyle, że prawie go nie było, ale też było spoko. Bo trafiliśmy w piękną pseudoalpejską dolinkę.


I tak sobie jechaliśmy i jechaliśmy czekając na podjazdy ale szosa niespecjalnie się wznosiła więc po pewnym czasie znudzeni obrotem sprawy skręciliśmy za pierwszym lepszy drogowskazem na passo cośtam. I zaczęło się prawdziwe kolarstwo. I tu złota rada z dnia dzisiejszego. Jeśli wybieracie się w góry i nie nazywacie się Jan Ullrich załóżcie sobie kasetę do 27 albo nawet i więcej. Ja mam kasetę do 25 i zmordowałem się jak Thomas Voeckler na 13 etapie Touru w 2004 roku.
Tego dnia znowu zaliczyliśmy wtopę z GoPro. Nie wyczyściliśmy dokładnie etui i do tego jeszcze zaparowało po wymianie baterii. Ale to nic. Zjazd z Lago di Tenno do Rivy jest fantastyczny i nawet jeśli jakość nie powala to warto obejrzeć. Chociażby dla samobójczego manewru wyprzedzania ciężarówki. Z dwóch stron naraz. Na patelni. Nie powiem kiedy bo od razu przewiniecie i reszta się zmarnuje.