Strony

Bądź PRO - Dbaj o to co masz

CyclingTips

Nie do każdego przemawiają moje teorie na temat PROsowatości. Najczęściej używanym argumentem przeciwników jest pragmatyzm. Po co mam nosić białe buty, lepsze będą czarne albo brązowe. Nie będę musiał ich myć. Skarpetki też założę jakieś ciemne, najlepiej w kolorze błota, w ogóle nie będę musiał ich prać. Po co mam ściągać z zagranicy okulary jeśli mogę kupić za rogiem na bazarze albo wyciągnąć z czipsów. Biała owijka? Kto to będzie mył? I tak dalej, i tak dalej.
Nasuwa Wam się coś na myśl? Bo mi to, że pragmatyzm bierze się z lenistwa. A pewnie jak się nauczyliście za młodu z mądrych bajek, lenistwo to negatywna cecha. A negatywne postawy są dla trzepaków. Jak chcemy być PRO to musimy czasem się przyłożyć. Bo co z tego, że mamy najwyższy model butów Sidi jeśli są całe zalepione syfem. Robbie i Heinrich o tym wiedzą. Nie bądź gorszy. Nie bądź trzepak.



Test Castelli Nano Flex


Castelli szczyci się swoim rewolucyjnym wynalazkiem jakim jest Nano Flex - specjalny materiał pokryty milionami maleńkich silikonowych nanorurek, dzięki któremu podczas deszczu woda zamiast w wsiąkać, spływa po nim.
Brzmi rewelacyjnie, ale czy to w rzeczywistości działa? Sprawdziliśmy to!

Oakley Flak Pack REVIEW + KONKURS

Oakley robi nie tylko okulary. Robi też zegarki, gogle, ciuchy, torby i plecaki. Jak np. Flak Pack, który dostałem dwa miesiące temu od Krzysztofa z Optyk Okular. Ty też możesz go dostać. Wystarczy, że weźmiesz udział w konkursie który znajdziesz na fanpage'u szymonbike na facebook'u.
Zapraszam do udziału! Nagroda jest naprawdę zacna.


Czemu zacna? Bo od kiedy używam tego plecaka jestem mega zadowolony. Bo jest wyjątkowo użyteczny. Bo ma miliard schowków. Np. jedna z bocznych kieszonek jest wyściełana mięciutką tkaniną i jeśli zapomnisz etui do swoich oakley'ów to właśnie tam możesz je schować bez obaw o porysowanie. Jest też specjalna kieszeń na laptop, na mp3, na klucze, albo na telefon. Kieszenie i schowków jest co niemiara, docenisz to jeśli jesteś masażystą cofidisu albo żoną Raimondasa Rumsasa i musisz gdzieś pochować fiolki i strzykawki ;)
Poza tym jest wygodny, lekki, zgrabny i pojemy. No i jest Oakley'a. A to jest jednoznaczne z wysoką jakością.

Piękne Giro numer dwa

Piękno tego wyścigu tym razem w obiektywie Kristofa Ramona

 Kliknij "czytaj dalej", chyba, że już Ci się rozwinęła reszta

Tanie Zgrupowanie - któryś dzień drugiego tygodnia


Zapomniałem zupełnie o relacjach z Taniego Zgrupowania. A jest jeszcze kilka dni wartych wspomnienia. Nie pamiętam już w jakiej kolejności ale jakie to ma znaczenie.
Na pierwszy rzut trening z naszą gościnną gwiazdą na zgrupowaniu czyli Jeziorem :) Chyba jedyny prawdziwy trening na który udało nam się go wyciągnąć. Czemu tak słabo? Odpowiedzią jest spalara.
Gdyby ktoś się nie ścigał w porządnych wyścigach mtb to może nie znać Jeziora więc pokrótce go przedstawię jako dwaczterycha uśmiechniętego gościa rozsiewającego dookoła pozytywną energię. Dlatego dobrze go brać na zgrupowania.
Niestety tak rzadko mieliśmy okazję razem pojeździć bo Jezior wpadł w tym roku w sidła spalary. Po uszy. Konkretniej chodzi o trening z pomiarem mocy.
Nie jestem wielkim entuzjastą mirników mocy. Pomijam już to, że piasta z PowerTapa wygląda jak dynamo z holedra babci a komputerek jak tamagotchi. Najgorsze wg. mnie jest zbyt duże przywiązywanie wagi do cyferek, stref, watów. Nie oszukujmy się, jesteśmy amatorami. I robimy to co robimy czyli trenujemy dla przyjemności. I jeśli jedzie się np. w takie miejsce jak Lago di Garda i katuje po parę razy ten sam podjazd zamiast odkrywać nowe to w moim mniemaniu coś jest nie tak. Bo taka spalara to odkładanie przyjemności na później. Teraz się przyspalę a w lipcu będę miał nogę i wtedy nacieszę się kolarstwem. Błąd. Trzeba korzystać z życia i cieszyć się każdym dniem, tym bardziej kiedy jest się w takim pięknym miejscu.
Zagalopowałem się trochę, ale mniej więcej mam nadzieję, że mnie zrozumiecie. Carpe diem, żadna tam spalara.
A co do samego treningu. Rundka na północ do parku narodowego Brenta, piękny kawałek szosy zamkniętej dla ruchu, od groma finiszy na tablice z Wojtkiem i finał na Passo Durone na którym o dziwo Jezior nas nie zerwał chociaż ugotował nas jak młodzików. 
Aha, jeśli ten post miał pewien wydźwięk krytyczny wobec Ciebie Jezior to przepraszam, wcale nie miałem takiego zamiaru. Ale jeśli trochę tak to w ramach rekompensaty zareklamuje tutaj Twojego bloga - Maciej Jeziorski :) Polecam, Szymonbike.


Stylówa powyścigowa


Nie jestem Kasią Tusk i stylówa niekolarska to nie moja działka ale to jeszcze trochę trzyma się tematyki.
Czyli wychodzenie na podium. Zdarzało Wam się kiedyś wyjść na pudło? Pewnie większości z Was tak, nawet jeśli to miał być ostatni ogór.
Następnym razem kiedy będziecie mieli taką okazję weźcie przykład z Purito Rodrigueza i załóżcie swoje "cywilne" okulary. Bo okulary na rower to okulary na rower, nie na plażę. Ani podium.
A stylówy nigdy za wiele. Nawet po rowerze.


Nowe horyzonty spalary

bikeradar.com
Hej spalaczu! Mam dla Ciebie dobre wieści. Na rynku pojawił się kolejny produkt dzięki któremu Twoje wyniki będą o niebo lepsze!


Pamiętasz jak rok temu sprawiłeś sobie opaskę Power Balance? Koledzy się śmiali, że to placebo i dałeś zrobić się w konia. Bo co może dać gumowa opaska z magnesem w środku? Ale jednak! Dzięki niej otworzyły się w Tobie wszystkie czakramy, spłynęła magiczna energia z kosmosu i nagle zacząłeś generować 2 razy więcej mocny na tym samym tętnie. Nie ma lipy.

Kristof Ramon

Albo skarpety kompresacyjne. Które nagle z Twoich zalanych sausage legs zrobiły wyrzeźbione kopyta a'la Johny Hoogerland. Bo niby co mogą dać głupie podkolanówki? Wszystko jedno, ważne, że Ty je nosiłeś a Twoj rywal nie. I już byłeś do przodu. Tak jest, to wszystko bez najmniejszej dyskusji działa na Twoją korzyść.


A teraz pojawił się kolejny super produkt dzięki któremu po raz kolejny . MyKnoaky. Czyli trójkątny kawałek drewna dębowego. Ale nie dajmy się zwieść pozorom. To może być właśnie ten niuans dzięki któremu nareszcie objedziesz wszystkich swoich rywali. Masz wątpliwości? To je rozwieje, MyKnoaky używa sam Tom Boonen. To musi działać. Nie ma innej opcji.


Najsilniejszy argument..

..przemawiający za wysokimi carbo stożkami jest następujący:


Stożki nawet z największego parcha zrobią rakietę.


Bo w końcu life is too short to ride shit bikes.

Obręcze carbon z Chin - REVIEW

Carbonowe koła z Chin to fajna sprawa. Tyle, że z kilku, mniej lub bardziej, sensownych powodów ludzie się ich boją. I zamiast złożyć lekkie i świetnie wyglądające koła kupują gotowe, nudziarskie zestawy. A boją się ich bo z ust do ust krążą różne mity, zwykle niepoparte faktami, które stawiają chiński carbon w czarnym świetle. Niepotrzebnie.


Zaraz będziemy je obalać ale najpierw kilka słów na temat samego składania takich kół. Bo bardzo mało informacji krąży o tym w necie a po tym poście ktoś może się na nie zdecyduje.
Po pierwsze, obręcze lub całe koła kupujemy bezpośrednio od producenta na alibabie. Tak jest najtaniej. Ja np. same obręcze kupiłem za 210 dol. komplet, czyli za śmieszne pieniądze. Przeczesałem górę ofert i trafiłem na Xiamen Sonata i z czystym sumieniem mogę ich Wam polecić. Podejście do klienta to jest bajka, niech przykładem będzie mejl który dostałem wczoraj od Sunny u której kupowałem obręcze, która raz w miesiącu do mnie pisze żeby zapytać czy koła się dobrze sprawują i czy wszystko u mnie dobrze. Mama się tak o mnie nie troszczy.
Jak jesteście leniwi albo wygodniccy możecie sobie od razu kupić złożony komplet, zazwyczaj na piastach novateca. Ja jednak polecam kupić piasty na bikehubstore, żeby nie mieć tego trzepackiego logo na piaście po którym od razu widać, że to chińszczyzna. Ale to jak kto już chce. Ja wole mieć tak jak mam teraz, jedyny napis jaki mam na kołach to Zipp na zaciskach, od razu +100 do prestiżu ;)


Dobra, to lecimy z ograniczającymi mitami.
Mit #1: Chiński Carbon to badziewie, zaraz mi się rozsypie.
Nieprawda. Straciłem masę swojego czasu na przeglądanie zagranicznych for i nie znalazłem ani jednego wpisu o zniszczonych z powodu zwykłej eksploatacji obręczach. Ani jednego.
Mit #2: Chiński Carbon nagrzewa się i topi na zjazdach.
Nieprawda. Widzieliście jak katowaliśmy zjazdy nad Gardą na filmach, więc obręcze pod tym punktem zostały przetestowane wzorowo. Mimo, że faktycznie, nagrzały się, nie było mowy o topieniu.
Choć trzeba pamiętać, że jeśli kupujemy carbo obręcze to tylko pod szytkę. Historie z topieniem się obręczy mogą właśnie pochodzić od osób które używały obręczy pod oponę. Powierzchnia styku z klockami w takich obręczach jest cieniutka i tam już takie rzeczy mogą się dziać.
Mit #3: A więc muszę mieć szytki? O nie! Opona na pewno jest lepsza.
Nieprawda. Szytki są fantastyczne. Też miałem co do nich obawy. Ale teraz już nie zamieniłbym ich na opony. Wszyscy boją się defektów, bardzo kłopotliwych w przypadku szytek. Tyle, że żeby złapać gumę na szytkach trzeba się solidnie postarać. Bo po pierwsze, odpada możliwość złapania "snake'a", po drugie szytki można zalać płynem uszczelniającym. I to wystraczy. Jedyne co możemy zrobić to przeciąć szytkę, ale oponę przecielibyśmy tak samo i też by poszła do uśpienia.
Do tego szytki niosą o niebo lepiej a w zakrętach trzymają jak szatan.
Mit #4: Chińskie obręcze na pewno będą miękkie.
Nieprawda. Są mega sztywne. Aż miło rozkręcać od zakrętów i objeżdżać kolegów na ksyriumach na finiszach.
Mit #5: Carbonowe koła nie nadają się na polskie drogi.
A to już akurat prawda. Bo na polskie nie nadają się w ogóle żadne rowery szosowe, może ew. jakieś specjalne wersje na Paryż-Roubaix. A tak na poważnie, przejeździłem już sporo po polskich dziurach, w tym ścigając się, czyli nie omijając specjalnie żadnych kraterów. I jest okej, nic mi się złego nie dzieje z kołami.


Carbony z Chin są naprawdę spoko. Jeżeli nie stać Cię jeszcze na Lightweight'y albo Zipp'y to spraw sobie właśnie takie kółka.

PS. kiedy dwa lata temu pisałem tego posta jeszcze wszyscy byliśmy skazani na ściąganie sprzętu z daleka, teraz wiele się zmieniło, koła, obręcze czy piasty można już kupić na miejscu, w Polsce, na przykład TUTAJ.

Co w końcu z tymi czarnymi skarpetkami?

Rozgorzała dyskusja. Czy czarne skarpetki mogą być PRO? Czy czarny jest nowym białym? Czas rozwiać wątpliwości!

PRO

Jednoznacznej odpowiedzi  nie będzie. Bo jednoznaczne odpowiedzi są słabe, ograniczają nas. Lepiej być elastycznym. Wtedy mamy więcej możliwości bycia PRO.
Wystarczy tylko pamiętać o kilku zasadach. Większość już znamy ale w kontekście czarnych skarpetek warto je przypomnieć.

PRO

Bo odpowiedź na pierwsze pytanie, czy czarne skarpetki mogą być PRO, brzmi: tak, mogą być PRO. Ale równie dobrze mogą być trzepackie, tak samo jak i osobiście wyprane przez Zygmunta Chajzera na śnieżnobiało skarpetki mogą być tak samo trzepackie jeśli zapomnimy o podstawowych zasadach. Widzisz?

Białe trzepackie                                       czarne PRO

Pytanie za sto punktów, co jest wyznacznikiem PROsowatości skarpetki? Brawo! To właśnie jest wysokość. Wysoka skarpetka jest PRO, o tym wiedzą wszystkie włoskie dzieci z kolarskich rodzin. Póki skarpetka jest wysoka może być równie dobrze czarna jak i różowa, będzie PRO. Ale to nie koniec zasad.

Taka wysoka skarpetka musi być naciągnięta! Jak nam się zawinie, albo, broń boże, sami ją sobie zrolujemy na wysokość kostki to skończy się tak jak w wypadku ostatniego Trzepaka Miesiąca. Tego nikt nie chce.

Lecimy dalej. Skarpetka jest już wysoka i naciągnięta. Poza tym musi być to kolarska skarpetka. Jak wrócisz z biura i zamienisz garnitur na swój obcisły PRO strój to skarpetki tez zmień, zaufaj mi.

PRO

Żeby było jeszcze bardziej PRO warto zwrócić uwagę na nadruk na skarpetce. Najbardziej PRO będzie kiedy to będzie to logo tej marki której mamy buty. Super też są skarpetki Dopers Suck, sam je często noszę.

To nie koniec. Nadal nie uciekliśmy od szponów trzepactwa które może dopaść nas w kolejnym punkcie. Czyli kompozycji. Krótko mówiąc, żeby czarne skarpetki były PRO muszą nam się dobrze zgrać z resztą, butami i ciuchami. Za zły przykład może służyć Enrico Gasparotto:

trzepacko
Czemu Enrico jest trzepakiem? (pozdrawiam przy okazji hejterów). Bo jego komplecik na nogach nijak nie pasuje do kompletu Astany w którym nie ma niczego czarnego.
A więc żeby móc założyć czarne skarpetki, tak żeby było PRO, musimy mieć cokolwiek czarnego w stroju. Najlepiej żeby to był dominujący kolor, wtedy będzie super, ale wystarczą nawet jakieś wstawki. W innym wypadku zapomnijcie o byciu PRO.

PRO


Temat wyczerpany. Chyba. Jest jeszcze drugie pytanie ze wstępu. Czy czarny jest nowym białym? Nie, nie jest. Białe skarpetki to klasyka i szczyt PROsowatości.Ale czasem warto uciec szponom rutyny i wciągnąć czarne skarpetki, nuda też nie jest PRO :)

Półmetek Giro. Prawie

Giro jest piękne. Włochy są piękne. Pogoda jest piękna. Polacy jadą pięknie. I zdjęcia Jareda Grubera są piękne.


Kliknij Czytaj więcej! No chyba, że już Ci się rozwinęła reszta zdjęć.

Bądź PRO - zdejmij numer

wczoraj byłem trzepakiem, przyznaję się bez bicia

Wyobraź sobie sobie taką sytuację. Rozjeżdżasz się spokojnie po lesie dzień po maratonie. Nagle z naprzeciwka najeżdża sobie wesoła rodzinka i wszyscy mają na kierownicach zamontowane numerki. O co chodzi? Czy dzisiaj znowu jest wyścig? Nie, oni po prostu nie zdjęli ich po wczorajszym maratonie.
Nie wiadomo czemu tak niektórzy robią, może dla lansu? Ego takiego gościa z numerkiem musi czuć się wspaniale kiedy mija z naprzeciwka innych bez numerków. Trzepaków. Oni sobie tylko jeżdżą, ja jestem zawodnikiem!
Błąd. To Ty jesteś trzepakiem. Jeżdżenie z numerkiem poza wyścigiem to szczyt obciachu.
To coś w stylu nastolatek które pierwszy raz w życiu poszły do klubu i potem przez miesiąc nie myją rąk żeby nie zmyły im się stemple na nadgartkach, albo przez rok nie zdejmują opasek które dostały na wejściu na koncert. Myślą sobie, śmieją się ze mnie skurczybyki ale na pewno w głębi serca mi zazdroszczą! Nie, oni naprawdę się z was śmieją. Bo to pozerka niskich lotów.

Campione del Mondo


Mistrz Świata. Teoretycznie najlepszy obecnie kolarz na świecie.
Jest na kim się wzorować.


Caduta ulepszona

Może pamiętacie film ze zjazdu z Monte Bondone? A może nie bo z nudów nie wytrzymaliście do punktu kulminacyjnego czyli skasowania Ibizy przez Baltazara. Jeśli właśnie tak było to teraz macie okazję nadrobić zaległości.
Tomek Hoppe czy vj tomush zrobił dobry uczynek i zmontował ten filmik tak, że z nudnego stał się efektowny. O właśnie tak:


Złota rada na rozgrzewkę


Byłeś kiedyś senny przed startem? Czasem przeszkadza Ci na wyścigu zatkany nos? A może jesteś spalaczem absolutnym i brakuje Ci już pomysłów w jaki sposób poprawić swoją moc? Mam coś dla Ciebie. Złotą Radę.
Wpakuj sobie do nosa watę. Odrywasz kawałek, rolujesz i skrapiasz olbasem lub ew. amolem. Ale amol jest słabszy a my nie lubimy półśrodków. I taką kulką nasączoną olejkiem zatykasz sobie dziurki w nosie i odlatujesz. I ten koks do nosa jest jak najbardziej legalny.

Zgadnij kto to


Zgadnij kto za młodu był taki pulchniutki.

Kup sobie tiszert SHIMANO-SIEMANO


Oto i jest. Najfajniejszy tiszert na świecie ujrzał światło dzienne. Czekałem na odbiór całą majówkę ale było warto. Bo wyszedł naprawdę elegancko. Mimo detalicznego zamówienia nadruk nie jest marną wprasowanką która odklei się po pierwszym praniu. Nie wiem jak nazywa się ta technika nadruku ale wygląda okej, o tak (możesz sobie powiększyć) :


Okej, skoro wyszło tak ładnie to pomyślałem, że mógłbym dla Was zamówić więcej tych koszulek. Bo zawsze fajniej mieć ciekawy tiszert po którym od razu widać, że jesteś kumatym czytelnikiem Szymonbike zamiast kolejnej nudnej koszulki z napisem typu "california 1985". Wiadomo o co chodzi.
Dlatego teraz daję Wam moi drodzy możliwość zamówienia sobie tego wspaniałego tiszerta. Niestety nie jestem specjalnie bogaty i nie mogę zamówić całego tira koszulek w każdym rozmiarze i kolorze dlatego będziemy musieli rozegrać to w inny sposób. Poprzez zamówienia z wyprzedzeniem. Zajmie to po prostu odrobinę więcej czasu ale inaczej to się nie uda.
Cena tego unikatowego tiszerta to 50 zł. I nie proście mnie o znichę po znajomości bo musiałbym dołożyć do interesu :)

Tak więc, jeśli chcesz ten tiszert napisz do mnie mejla na szymonbike@gmail.com tytułem "tiszert siemano" w którym napisz:

1. rozmiar i fason (męski czy damski)

Rozmiarówka wygląda następująco:

Męska:

RozmiarSMLXLXXL
Szerokość koszulki48,5 cm 53,5 cm56 cm61 cm66 cm
Długość koszulki69,5 cm 72 cm74,5 cm77 cm78,5 cm
Damska:

RozmiarXSSMLXL
Szerokość koszulki39 cm 41,5 cm44 cm46,5 cm49 cm
Długość koszulki57 cm 58 cm59 cm60 cm61 cm
2. Jeśli masz taką potrzebę to możesz podesłać własny tiszert na którym chcesz żeby wykonać nadruk. Tylko mnie o tym poinformuj to już razem wszystko ustalimy.
Standardowo koszulka to będzie Fruit of the Loom. Klasyka. Naprawdę jest w porządku.

3. Napisz czy wolisz żebym wysłał Ci koszulkę za pobraniem czy przelejesz mi wcześniej pieniądze. Sto razy bardziej wolę opcję numer dwa, ale jeśli nie masz jeszcze konta w banku to okej, mogę wysłać za pobraniem.

4. Możesz też sobie wybrać kolor! Męskie koszulki mogą być białe, czarne, czerwone, jasno i ciemnoniebieskie, pomarańczowe, zielone albo żółte. A damskie białe, czarne, czerwone, jasnożółte, bordowe, pomarańczowe, fioletowe,  jasnoniebieskie.

5. Podaj swój adres do wysyłki



Jak tylko dostanę od Ciebie mejla to w odpowiedzi podam Ci mój numer konta i będę czekał na przedpłatę.
Raz albo dwa razy w tygodniu będę porządkował zamówienia, sprawdzał kto wpłacił pieniądze, zamawiał nadruki i jak tylko dana partia będzie gotowa będę ją odbierał i następnego dnia rozsyłał.
Będę wysyłał pocztą polską, listem poleconym który kosztuje piątaka. Jak zamówisz co najmniej trzy tiszerty to wyślę Ci je gratis :)

Tak to widzę. Mam nadzieję, że to wszystko jakoś ogarnę.

No, to na co jeszcze czekasz? Zamawiaj!

Wrzuć sobie na tapetę

Kei TSUJI

Tanie Zgrupowanie dzień siódmy

Po krótkiej przerwie powracamy do programu. Dzisiaj najmniej przyjemny dzień całego zgrupowania.


Plan na wyjazd był taki: jeden tydzień tu drugi tam. Tak żeby było mniej nudnawo i zabawniej. I właśnie dzisiaj przyszedł czas na przeprowadzkę.
Bladym świtem Paweł z Baltazarem wyjechali już do domu bo mogli zostać z nami tylko tydzień, a my zrobiliśmy symboliczny trening rano (tylko jezior pojechał na 5h napierania z tamagoczi) i wynieśliśmy się z kwatery. Magicznym sposobem nasze rzeczy zajmowały nagle 2 razy więcej miejsca więc wpakowaliśmy tylko połowę do samochodu i razem z Wojtkiem pojechaliśmy do Limone zameldować się w nowym domku.
Nie da się ukryć, że byliśmy podjarani wizją nowej kwatery, która na zdjęciach prezentowała się fantastycznie. Ale jak tylko skręciliśmy w bramę wjazdową podjarka zaczęła zamieniać się najpierw w zawód a potem w ostre wkurzenie. Najpierw przywitała nas niesamowita sztajfa, której perspektywa podjeżdżania codziennie po treningu nie była specjalnie rozweselającą. Jak już wdrapaliśmy się ciasnymi patelniami na których ledwo łamało się nasze audi trafiliśmy pod recepcję gdzie napotkaliśmy chmary niemieckiej geriatrii. Recepcjonista przywitał nas "guten tag" i jak tylko się dogadaliśmy zaprowadził nas do naszego wypasionego domku. Domku na który tak się napalaliśmy z powodu takich pięknych zdjęć na stronie polskiego pośrednika casamundo:


Apartament był położony najwyżej jak tylko się dało, także sam dojazd do niego był już dobrym treningiem. Znajdował się w starym, zapuszczonym budynku. Nie tym co na zdjęciu. Takim jakby baraku. W środku miejsca było tyle co w jednym pokoju z pierwszego tygodnia i jak tylko wrzucilibyśmy bagaże i rowery, dla których nie było innego miejsca, nie bylibyśmy w stanie w ogóle się poruszać. Wyposażenie było chyba starsze nawet od nas. Nie będę opisywał dalej jaka malaria tam była, ważne jest to, że mieszkać tam, nawet ze szczerymi chęciami, się nie dało.
Zgłosiliśmy reklamację od razu, powiedzieliśmy o co chodzi i jedyne co nam po dłuższym czasie zaproponowano to inny apartament ale dopiero następnego dnia. Nie było o tym mowy, mieliśmy spać w samochodzie? Ciężki temat do ogarnięcia, tym bardziej, że umierały nam baterie od telefonów a w głowie zrobił się poważny mętlik. Ale w końcu go ujarzmiliśmy i postanowiliśmy wrócić do Rivy żeby zapytać właściciela kwatery z pierwszego tygodnia czy nie znalazłby dla nas kąta na drugi tydzień.


I teraz jest czas na podziękowania dla Cristiano, bo tak właściciel ma na imię, za to jak nam pomógł. Bo w sytuacji byliśmy trudnej. Na tydzień przed świętami zarezerwowane było prawie wszystko, ale znalazł dla nas apartament i nawet obniżył cenę.
Wyszliśmy na tym świetnie. Ze wszystkich kwater które dotąd odwiedziłem jeżdżąc nad Gardę to właśnie ta jest najlepsza. O niebo. Mieszkania są przestronne, ładne i świetnie wyposażone. Każda sypialnia jest oddzielona więc jest miejsce na prywatność (to spory atut dla koksiarzy) Wszędzie panuje aż pedantyczna czystość. Jest otwarty basen, rowerownia z niezbędnymi narzędziami i karcherem. Wypas. I sam właściciel to nadzwyczaj miły człowiek, zawsze znajdował dla nas czas i fantastycznie nawijał niby po angielsku ale wtrącając czasem coś po włosku, taki idealny Włoch.
My tego dnia z nerwów skróciliśmy sobie życie o dobre kilka dni ale nauka na przyszłość jest prosta i przydatna. Po pierwsze, nie korzystajcie ze strony pośrednika casamundo. Za duże ryzyko, a jeśli dacie się naciągnąć to nie ma co liczyć na zwrot pieniędzy.
Więc jeśli już kiedyś wybierzecie się nad Gardę, to nie musicie już tracić czasu na szukanie kwater. Zaufajcie opinii szymonbajka i jedźcie prosto do Residence Segattini. Tam po prostu jest najlepiej i kropka. Mina jeziora mówi wszystko.