Strony

Obręcze carbon z Chin - REVIEW

Carbonowe koła z Chin to fajna sprawa. Tyle, że z kilku, mniej lub bardziej, sensownych powodów ludzie się ich boją. I zamiast złożyć lekkie i świetnie wyglądające koła kupują gotowe, nudziarskie zestawy. A boją się ich bo z ust do ust krążą różne mity, zwykle niepoparte faktami, które stawiają chiński carbon w czarnym świetle. Niepotrzebnie.


Zaraz będziemy je obalać ale najpierw kilka słów na temat samego składania takich kół. Bo bardzo mało informacji krąży o tym w necie a po tym poście ktoś może się na nie zdecyduje.
Po pierwsze, obręcze lub całe koła kupujemy bezpośrednio od producenta na alibabie. Tak jest najtaniej. Ja np. same obręcze kupiłem za 210 dol. komplet, czyli za śmieszne pieniądze. Przeczesałem górę ofert i trafiłem na Xiamen Sonata i z czystym sumieniem mogę ich Wam polecić. Podejście do klienta to jest bajka, niech przykładem będzie mejl który dostałem wczoraj od Sunny u której kupowałem obręcze, która raz w miesiącu do mnie pisze żeby zapytać czy koła się dobrze sprawują i czy wszystko u mnie dobrze. Mama się tak o mnie nie troszczy.
Jak jesteście leniwi albo wygodniccy możecie sobie od razu kupić złożony komplet, zazwyczaj na piastach novateca. Ja jednak polecam kupić piasty na bikehubstore, żeby nie mieć tego trzepackiego logo na piaście po którym od razu widać, że to chińszczyzna. Ale to jak kto już chce. Ja wole mieć tak jak mam teraz, jedyny napis jaki mam na kołach to Zipp na zaciskach, od razu +100 do prestiżu ;)


Dobra, to lecimy z ograniczającymi mitami.
Mit #1: Chiński Carbon to badziewie, zaraz mi się rozsypie.
Nieprawda. Straciłem masę swojego czasu na przeglądanie zagranicznych for i nie znalazłem ani jednego wpisu o zniszczonych z powodu zwykłej eksploatacji obręczach. Ani jednego.
Mit #2: Chiński Carbon nagrzewa się i topi na zjazdach.
Nieprawda. Widzieliście jak katowaliśmy zjazdy nad Gardą na filmach, więc obręcze pod tym punktem zostały przetestowane wzorowo. Mimo, że faktycznie, nagrzały się, nie było mowy o topieniu.
Choć trzeba pamiętać, że jeśli kupujemy carbo obręcze to tylko pod szytkę. Historie z topieniem się obręczy mogą właśnie pochodzić od osób które używały obręczy pod oponę. Powierzchnia styku z klockami w takich obręczach jest cieniutka i tam już takie rzeczy mogą się dziać.
Mit #3: A więc muszę mieć szytki? O nie! Opona na pewno jest lepsza.
Nieprawda. Szytki są fantastyczne. Też miałem co do nich obawy. Ale teraz już nie zamieniłbym ich na opony. Wszyscy boją się defektów, bardzo kłopotliwych w przypadku szytek. Tyle, że żeby złapać gumę na szytkach trzeba się solidnie postarać. Bo po pierwsze, odpada możliwość złapania "snake'a", po drugie szytki można zalać płynem uszczelniającym. I to wystraczy. Jedyne co możemy zrobić to przeciąć szytkę, ale oponę przecielibyśmy tak samo i też by poszła do uśpienia.
Do tego szytki niosą o niebo lepiej a w zakrętach trzymają jak szatan.
Mit #4: Chińskie obręcze na pewno będą miękkie.
Nieprawda. Są mega sztywne. Aż miło rozkręcać od zakrętów i objeżdżać kolegów na ksyriumach na finiszach.
Mit #5: Carbonowe koła nie nadają się na polskie drogi.
A to już akurat prawda. Bo na polskie nie nadają się w ogóle żadne rowery szosowe, może ew. jakieś specjalne wersje na Paryż-Roubaix. A tak na poważnie, przejeździłem już sporo po polskich dziurach, w tym ścigając się, czyli nie omijając specjalnie żadnych kraterów. I jest okej, nic mi się złego nie dzieje z kołami.


Carbony z Chin są naprawdę spoko. Jeżeli nie stać Cię jeszcze na Lightweight'y albo Zipp'y to spraw sobie właśnie takie kółka.

PS. kiedy dwa lata temu pisałem tego posta jeszcze wszyscy byliśmy skazani na ściąganie sprzętu z daleka, teraz wiele się zmieniło, koła, obręcze czy piasty można już kupić na miejscu, w Polsce, na przykład TUTAJ.