Strony

Narazie!


Cześć i czołem. Zamykam bloga. Polska to nie jest dobre miejsce na robienie fajnych rzeczy. Mam zapisaną, mam też w głowie górę pomysłów na posty, porady, wszelkiego rodzaju teksty, chciałem też zacząć robić wypasione ciuchy na rower, handmade'owe czapeczki kolarskie, tiszerty itd itp. Miałem szczere nadzieje, że z czasem coś się ruszy i będzie rozwijać. Ale nie. To wszystko trafia w próżnię.

Każdego dnia mam te kilka godzin wolnego i mogę poświęcić je na napisanie posta. Albo mogę wyjść na rower, poczytać książkę albo zrobić coś innego przyjemnego. Ale piszę posty, i co? Główny oddźwięk to krytyka hejterów (brawo, możecie być z siebie dumni). Dlatego uznałem, że szkoda mojego czasu. Marnowanie go dla zdobycia nawet miliona lajków na fejsie to nonsens.

Byłoby naprawdę super gdyby strona się rozwijała, mógłbym wtedy poświęcić na nią więcej czasu i energii. Ale się w tym temacie nie dzieje i nie wygląda na to żeby miało się dziać. Więc nie ma co tego ciągnąć dalej. Mógłbym niby pisać na szybko i na odwal ale to nie o to chodzi. Bylejakość jest dla trzepaków. Jak będziecie o tym pamiętać to nie będę Wam już potrzebny.

No, to narazie! Dbajcie o stylówę i nie marnujcie swojego cennego czasu na przesiadywanie przed monitorami :)

Warsaw Nocturne!

cyclephotos.co.uk
Słyszeliście kiedyś o nocnych kryterkach? Pewnie nie, bo takie wyścigi są mało popularne w Polsce. A szkoda, bo to mega widowisko.
Jeśli kryterki są najbardziej ekscytującą formą ścigania to jeśli zrobimy je w nocy to ten współczynnik ekscytacji trzeba pomnożyć jeszcze razy dwa. Albo dziesięć.
Specyficzne światło, świecące nogi zawodników, krótkie, szybkie rundy (i to, że kibice z racji pory dnia mogą popijać śmiało piwko) dają razem efekt naprawdę ekstra spektaklu.



Dlatego pomyślałem sobie, ogarnę taką kryterkę. A co! W nocy jest pusto na ulicach, wystarczy znaleźć rundę na której nie ma dużego ruchu i po prostu się ścigać. Tak na początek. Kiedyś zrobimy z tego mega wypasioną imprezę ale teraz zrobimy raczej dla fun'u.

I tak. Od paru miesięcy kminimy sobie razem z Prosto jak to zrobić, testujemy rundki i wstępna wizja już jest.
Runda nie mogła być byle jaka i jak na marne mazowieckie warunki jest super wypasiona. Z dwoma sztywnymi sztajfami, krętym zjazdem po bruku i finiszem na deptaku. Jest naprawdę ciężka. Biegnie ulicami: Krakowskie Przedmieście, Karowa, Browarna, Oboźna, Dynasy i finałowy podjazd Tamką. O tak to wygląda:


Jak widać to ścisłe centrum Warszawy więc żeby nie pakować się pod maski samochodów trzeba będzie ścigać się późnym wieczorem. Dlatego umawiamy się o 22.00. W każdą środę. Pod pomnikiem Kopernika na Krakowskim Przedmieściu. Robimy rundkę honorową i zaczynamy wyścig. 10 rund. Na kreskę. No chyba, że znajdzie się dobry człowiek który zechce stać na kresce i zapisywać punkty za okrążenia. Byłoby super. 
Runda jest prawoskrętna, więc stosunkowo bezkolizyjna, jedyne w miarę niebezpieczne miejsca sa przy ulicy Topiel. Liczę, że jak zdecydujecie się przyjechać to podejdziecie do tego z głową i nie pozabijacie się. Kaski obowiązkowe. Lampki też, wiem, że to trzepackie. Ale narażanie się na rozjechanie przez samochód nie jest PRO.
Nagród nie będzie, sorry, ale to prowokowałoby zbyt ryzykanckie zachowania a to jednak ma być na początek tylko zabawa a nie ryzykowanie życia dla pary nowych skarpetek czy czego tam by się udało zdobyć.

cyclephotos.co.uk

Tak wstępnie to wszystko wygląda. To póki co świeży pomysł i z pewnością z czasem będzie trzeba dokonać wielu zmian i ulepszeń. Ten post za chwilę utonie pod kolejnymi więc jeśli chcesz być na bieżąco to wejdź na facebooka i zlajkuj stronę Warsaw Nocturne. Tam będziemy w kontakcie.
To chyba tyle. Podoba Ci się pomysł? Bo dla mnie to jest super sprawa, tylko żeby ktoś miał jaja na to przyjeżdżać hehe. Liczę na Was!

Tanie Zgrupowanie - jeszcze jeden dzień drugiego tygodnia

Dzisiaj mało czytania. Dużo oglądania.
Ostatniego wolnego dnia pojechałem sobie na spokojny trening przez Ronzo Chienis, Passo Bordala i Monte Velo.
I timelapsem w GoPro nakarmiłem swoje narcystyczne ego całą górą zdjęć ;)


Oakley Custom dla ubogich


Był jakiś czas temu taki post : PS numer dwa do Stylówy o okularach . Zanim przeczytasz ten, przeczytaj tamten.
Już? Okej, to lecimy z tematem. Czyli jak zrobić sobie swoje teamowe customowe oksy. Po taniości.
Tylko uwaga, zabawa wymaga sporego nakładu czasu, cierpliwości i w ogóle nie jest warta świeczki dla większości z Was. Dla mnie jest, ale dwa pierwsze wymagania sprawiają, że drugi raz już bym się nie podjął zadania.
Ale zakładam, że nie jesteście leniami bo to trzepacka cecha i może ktoś z Was zrobi sobie w ten sposób swoje niepowtarzalne oksy.
Zaczynamy.
Będziemy potrzebować ostrego, małego narzędzia, klucza torx w przypadku tuningowania Jawbonów, dwustronnej taśmy, kilku pinezek, papieru ściernego i lakierów w ładnych kolorkach.


Krok pierwszy.
Ściągamy ikonki i śrubki. Do tego właśnie potrzeba ostrego narzędzia. Trzeba uważać żeby nie pocharatać oprawki za bardzo. Ikonki są przyklejone na coś a'la butapren i wcale nie trzymają się tak mocno, wystarczy tylko je podważyć. A jak odkręcić śrubkę to wiedzą nawet zawodnicy SMSów.

Krok drugi.
Matowimy to co chcemy pomalować. Inaczej lakier odpadnie. Wiadomo jak. Papierem ściernym. Wystarczy odrobinę poprzecierać i gotowe.


Krok trzeci.
Czas na malowanie. To co niby jest banałem mi ukradło dobre kilka godzin. Bo popełniłem od groma wtop. Ale Wy już ich unikniecie bo nauczycie się na moich błędach. Po pierwsze, nie malujemy tego tak jak na zdjęciach powyżej, bo lakier wysycha i przykleja się do podłoża. Trzeba to zrobić tak:


To jest najbardziej przypałowy moment. Jak ktoś niekumaty zobaczy co my najlepszego wyprawiamy to dogryzki gwarantowane.
Mówi się trudno, czasem warto się poświęcić dla mega super stylówy.
Malujemy tym co sobie ogarnęliśmy. Ja sprawiłem sobie samochodowe zaprawki lakiernicze. Bo nie widzę potrzeby kupowania całej puszki spreju jeśli zużyjemy go tylko kapkę a reszta się zmarnuje (ekologia ;)
W zaprawkach fajne jest też to, że możesz sobie stworzyć jakikolwiek kolorek tylko chcesz. Mi, na specjalne życzenie, miły Pan z Nowolipek zrobił kolorek Żolibera. W końcu o to chodziło.
To kiedy zdobędziesz już lakier w kolorze Twojej drużyny możesz zacząć malowanie. To nie jest takie hop siup. Najpierw nakładasz podkład. Jeden potem drugi. Ja miałem go w postaci po prostu białego lakieru. Potem malujesz właściwym kolorkiem. I to nie koniec. Jeszcze jedna warstwa bezbarwnego lakieru żeby to wszystko trzymało się kupy. Voila. Właśnie straciłeś dobre parę godzin swojego życia. Hehe.


Krok czwarty.
Twoje customowe dodatki są już gotowe. Cierpliwości. Chciałbyś już je sobie zamontować ale musisz wytrzymać tak ze dwa dni. Żeby to wyschło na beton. Ja pierwszy raz poczekałem kilka godzin i montując wgniotłem warstwę lakieru i musiałem całą operację zaczynać od nowa. Ciężkie przeżycie. Nie polecam.
Ale jak już odczekacie odpowiedni czas to śmiało możecie je zamontować i cieszyć oczy swoimi unikalnymi, customowymi oksami!
Żeby dopełnić dzieła, fajnie jest zmienić tez gumki pod kolor. Jak żal już Wam kasy to polecam sprawdzony sposób. Załóżcie sobie bloga ( Twoje imię + bike ), prowadźcie go przez jakiś rok, codziennie wrzucając posty, to może dostaniecie je za darmo ;) U mnie się sprawdziło.
To wszystko. Tak wyglądają moje oakley'e limited team edition Żoliber:


 Te spoko zdjęcia już gotowych oksów zrobił Krystian Baranowski, dzięki.

LOSOWANIE!

Koniec przeciągania! Do kogo trafił plecak Oakley Flak Pack? Dowiesz się z tego krótkiego filmiku!


Kongratulejszyn! Złoś się po plecak mejlowo albo jak tam wolisz.
Poza tym wielkie podziękowania dla Krzysztofa Berczuka z OPTYK OKULAR, dla Karola który przyjechał specjalnie z Krakowa i dla twórców GoBarbra :D
No i też dla Was wszystkich, dobra to była zabawa, dla nas na pewno, dla Was mam nadzieje też. To do następnego konkursu, hej!

TRAILER do LOSOWANIA


Wycinek z pierwszego losowania w którym wyłoniliśmy zdobywcę plecaka Oakley'a. Wyszło na maksa amatorsko więc całe nagranie zostało nagrane już bardziej PRO po raz kolejny i to w nim dowiesz się czy to do Ciebie powędruje plecak!
Oczywiście osoba wylosowana po raz pierwszy została ta sama :)
Premiera pełnego filmu już wieczorem!

Trzepak Miesiąca. Maj.

Oto i jest. Z lekkim opóźnieniem, ale zawsze. Trzepak Miesiąca na miesiąc maj.

Dla wszystkich którym od razu skoczyło ciśnienie przypominam o co chodzi z Trzepakiem Miesiąca:

Raz w miesiącu ten niezaszczytny tytuł trafia w ręce kolarza który w jakikolwiek sposób zaliczył wtopę ze stylówą. I to wszystko. Nie ma znaczenia nic innego, czy ktoś jest mocny czy słaby, biedny czy bogaty, biały czy czarny. Chodzi tylko i wyłącznie o stylówę. Jasne? Trzepakiem miesiąca może być nawet najwybitniejszy zawodnik na świecie. Bo liczy się tylko stylówa. Kropka.
Zasady:
- Wtopa ze stylówą oznacza naruszenie jakiejkolwiek zasady dotyczącej stylówy w elemencie ubioru który swobodnie mógłby być PRO, gdyby tylko Trzepakowi Miesiąca się chciało.
- "Trzepak Miesiąca" nie jest równoznaczny z potocznym określeniem "trzepaka". "Trzepak Miesiąca" to nie obelga, to tytuł.
- Rolą Trzepaka Miesiąca jest wskazywanie błędów w dbaniu o stylówę, to bardzo zaszczytna rola.

 Okej, to teraz, kiedy już wszyscy wiedzą o co chodzi mam zaszczyt przedstawić zdobywcę tytułu na miesiąc maj.


Został nim ten starszy pan któremu należy się spory szacunek za to, że w tym wieku nadal się ściga. Ale w tym wypadku to nie ma znaczenia. Bo liczy się tylko stylówa
A co przesądziło, że to właśnie w jego ręce trafił tytuł? Dużo rzeczy. Piłkarskie getry, brak kasku na jednym z wyścigów a na innym dziecięcy kask z Lidla, długa potówka pod koszulką z krótkim rękawkiem. Właściwie to całokształt stylówy. 
A po rowerach widać, że możliwości do poprawy są. Więc do dzieła. Na bycie PRO nigdy nie jest za późno.

Tanie Zgrupowanie - kolejny dzień drugiego tygodnia


Jeśli od czasu do czasu popełniasz ten błąd i wkraczasz do krainy nienawiści, czyli otwierasz sobie komentarze pod postami i czytasz ten wylew hejtu to pewnie dowiedziałeś się między innymi, że jestem trzepakiem, jestem słaby jak krystian i reprezentuje poziom gorszy niż młodzik z niedowładem nóg. Okej, nie da się ukryć że czasy świetności mam już za sobą, ale wydaje mi się, że coś tam jeżdżę.
Dlatego dla wszystkich którzy uważają mnie za skończonego słabeusza mam wyzwanie! Zaraz napiszę jakie, ale najpierw dwa słowa o treningu.
Monte Bondone po raz drugi. Tym razem mocno. Nie w trupa, ale tak żeby to poczuć w nodze. Najpierw sprawdziliśmy czasy z Giro d'Italia. Nakoksowany jak 150 Ivan Basso wjechał w lekko poniżej 50 min, towarówa w 1h 10min. U podnóża, w Trento, zapytałem Wojtka jak myśli, w ile wjedziemy. Powiedział, że w 1h 13min. Ja obstawiłem 1h 10min. I ja wjechałem w 1h 10min a Wojtek w 1h 13min. Czary. Szkoda, że nie obstawiliśmy na początku lepszych czasów hehe.
Dobra, to teraz czas na wyzwanie. Spakuj torbę, zarezerwuj nocleg nad Gardą albo w Trento i jedź pobić mój czas. Wtedy pogadamy ;)