Strony

Quick Review - DeFeet Slipstreams


Nie planowałem tej recenzji. Ale wczoraj w jakiejś szóstej godzinie treningu coś mnie tknęło. Kurcze, są ze 2 stopnie na plusie, wilgotna mgła i w ogóle fatalna pogoda a ja na buty naciągnąłem tylko owiewy. I moje stopy jeszcze mi nie odmarzły. A nawet jest mi w nie ciepło. Wow!
Może dla niektórych z Was to nic specjalnego bo jesteście jakoś wyjątkowo odporni na zimno. Ja nie jestem. W zeszłych latach grube, zimowe ochraniacze zakładałem już jak było 5 stopni na plusie. Bo poprzednie owiewy nie dawały rady. A tu proszę, DeFeet Slipstreams jakoś sobie poradziły.
W czym tkwi różnica? Na pewno w materiale. Otóż zwykłe owiewy często są uszyte tak jak zwykłe skarpetki, czasem są grubsze ale tak czy siak, łatwo przepuszczają zimne powietrze.Wziąłem do ręki stare owiewy, łatwo się rozciągają i prześwitują. DeFeet ciężko naciągnąć i widać, że są gęściej utkane. Druga różnica jest następująca, one nie mają dziury na piętę przez którą ucieka ciepło. Powiesz, że to niepraktyczne bo mogą się tam przecierać. A ja Ci powiem, że w butach kolarskich się jeździ a nie chodzi i każdy pros buty kolarskie zakłada dopiero na chwilę przed rozpoczęciem treningu, a do garażu czy piwnicy chodzi w klapkach albo zwykłych butach (ew. sandałkach jak Adam Wadecki).
Plus do tego są w miarę wysokie i nie ma na nich napchane od groma logotypów w każdym możliwym miejscu. Stylówa nie ucierpi.
Ale to wszystko nieważne. Najważniejsze jest to, że sam Tom Boonen w nich jeździ.