Strony

Złote Rady dla prowadzących portale

Wyobraź sobie, że prowadzisz portal kolarski. To nie jest taka znowu wielka filozofia, bo konkurencja w naszym pięknym kraju nie powala na kolana. Wystarczy jakiś pierwszy lepszy szablon, w końcu wszyscy mają je nieciekawe, więc i Ty nie musisz się wybijać, wręcz nie powinieneś. Potem tylko wrzucasz teksty żywcem skopiowane z zagranicznych serwisów, czasem jakieś sztampowe wywiady z których nic nie wynika i jak Ci się dobrze trafi to i materiały prasowe, te są najlepsze, masz gotowy tekst który tylko musisz wkleić na stronę. I wszystko hula. Pojawiają się reklamodawcy, zaczynasz zarabiać. I inwestować. Zatrudniasz pracowników redakcji, fotografa. Oczywiście to jest Polska i jedynym kryterium wyboru jest kasa. Więc robisz wszystko po kosztach, byle jak, byle do przodu. Czytelnicy nie mają żadnego wyboru więc nie ma ciśnienia na robienie czegoś lepiej. Robisz fuszerkę. I wszystko znowu hula.


Ale czasem możesz mieć ten niefart, że trafi Ci się jakiś upierdliwy bloger który zacznie wytykać Ci Twoje bylejactwo. I tutaj wkraczam ja, z moim Złotymi Radami jak sobie poradzić w takim wypadku. Historia jest oparta na faktach i pewnie to dopiero jej początek.
Wyobraź sobie, że prowadzisz kolarski portal. Robisz to już długo i konsekwentnie, jeździsz na zgrupowania, wyścigi i piszesz relacje. Ludzie klikają lajki i wyrabiają super statystyki. Masz powody do zadowolenia. Aż tu nagle ktoś zwraca uwagę, że halo, coś tu nie gra. Bo dlaczego kiedy wchodzę najpierw na anglojęzyczny portal a potem na nasz rodzimy, to w oczy rzuca mi się taka różnica? I zaczyna Ci wytykać, że pewne treści przez Ciebie zamieszczane to obciach z którego wyśmiewają się za granicą, że zamieszczane zdjęcia zalatują amatorką na kilometr i w ogóle konkretnie załazi Ci za skórę. Co zrobić z takim delikwentem? Oto kilka Złotych Rad:
  • Wyślij mejla z uprzejmą prośbą o usunięcie zdjęć które wyraźnie wytykają Twoje bylejactwo. Jedno zdanie z prośbą, dziesięć z pogróżkami i obietnicami wytoczenia sprawy w sądzie. Pamiętaj żeby mejla napisać możliwie jak najbardziej uprzejmie i elokwentnie. W końcu dobrze sobie zdajesz sprawę w jaki ton uderzasz więc musisz to jak najlepiej zatuszować.
  • Jeśli to nie podziała, albo nawet i podziała ale znowu upierdliwy bloger skrobnie coś co jest Ci nie w smak, nie odpuszczaj! Kiedy na swojej stronie wywołana zostanie dyskusja w której ludzie zaczynają się śmiać z Twojej pracy, natychmiast zgłoś ją do administracji facebooka, nie ważne, czy narusza Twoje prawa autorskie czy nie, nikt tego nie sprawdza, post zostanie usunięty automatycznie.
  • W publiczne dyskusje się nie wdawaj, w końcu jak masz przegadać blogera skoro cały czas tylko kopiujesz czyjeś teksty albo tworzysz w kółko sztampowe artykuły. Poza tym kim jesteś Ty, a kim jakiś tam bloger, miej swój honor.
  • Jeśli już naprawdę się wkurzysz, to daj upust swojej złośliwej naturze i pozgłaszaj jeszcze więcej treści z jego strony, nadal nieistotne jest to jakich, zablokują mu dostęp. Będziesz miał spokój na kilka dni.
  • Jeśli pokarany bloger będzie chciał po dobroci Cię wypytać co było powodem zgłoszeń i zbanowania go na facebook'u, odpisz tym samym schematem jak w punkcie pierwszym. Na kolejne mejle nie odpowiadaj.
Tutaj Złote Rady się kończą. Zapewne jak tylko opublikuję tego posta nauczę się kolejnych. I jeśli dożyję, albo będę miał dostęp do wifi w więzieniu, opublikuję je, czemu nie. W końcu mam ten fart, że piszę sobie bloga i mogę pisać co mi się żywnie zachce, jakbym miał portal to już tak fajnie by nie było.
Aha, przy okazji dziękuję za tego bana, to bardzo przydatna terapia odwykowa, bardzo ją sobie cenię, dzięki. Ale nie cieszcie się za bardzo, bo coś tak czuję, że powrót z banicji będzie z przytupem :)