Strony

Calpe diem!


W końcu wróciłem do domu. Nie było mnie strasznie długo. Coś koło 5 tygodni. Planowo miałem być w Calpe tylko 2 tygodnie, ale dzień przed wylotem plany się pozmieniały za sprawą jednej rozkminy. Otóż zatrzymałem się na tym ostatnim treningu na sikanie (takie momenty sprzyjają głębszym refleksjom) i mając przed sobą jakiś super widoczek, jak np. ten...


... pomyślałem :
Kurcze, po co niby miałbym wracać? Nie czeka na mnie rodzina, żona czy dziewczyna albo co gorsza dzieci, nawet pies już mnie pewnie nie pamięta. Do pracy też nie muszę wracać bo pracuję z własnego laptopa. Internety w hotelu mam. W sumie to nie mam w kraju żadnych zobowiązań.
Za parę lat pewnie wyląduję w jakiejś nudnej pracy, tyrając po osiem godzin dziennie, robiąc bezsensowną karierę żeby zarabiać coraz więcej kasy i wydawać ją na różne niepotrzebne rzeczy i łudząc się, że w końcu dotrę do jakiegoś tam wyimaginowanego szczęścia. Teraz tak nie mam, klawe życie.
Nie mówię, że kasa nie jest ważna, ale są ważniejsze rzeczy na tym świecie. Dlatego podczas tego jakże długiego sikania uznałem też, że po co mi jakiekolwiek oszczędności, bez sensu, przecież za kilka minut mogę się zabić na zjeździe, czemu nie, sami widzieliście jaki mam do tego talent.
Więc póki nie tyram w pogoni za kasą i jakiś tam pseudoszczęściem moge sobie pozwolić na więcej. Bo mam szczęście na wyciągnięcie ręki. Wyciągnięcie ręki do organizatora Artura Miazgi z trainwithwatts.com którego zapytałem czy mogę sobie jeszcze tutaj posiedzieć dłużej. I mogłem. Więc zostałem.


Znowu mi wyszedł jakiś pseudofilozoficzny post. I dobrze, nie tylko Stylówą Szymonbike żyje. Więc weźcie sobie do serca tę lekcję, nie ma co odkładać życia na później. Póki macie możliwości, trzeba korzystać. Calpe diem!