Strony

Hajlajtsy - Amstel Gold Race


Amstel to nie tylko dobre piwo. Amstel to też dobry wyścig. Na tyle dobry, że zasłużył na to, żebym zrobił po nim hajlajtsy, czyli Wasz ulubiony skrót wydarzeń. Robiłem go na strasznej bombie i przegapiałem różne mniej lub bardziej istotne momenty typu atak Kreuzigera, ale mam nadzieję, że jesteście wyrozumiałymi czytelnikami i mi to wybaczycie. W końcu bomba nie wybiera. Jedziemy.


Odpalam relację. Z lekkim poślizgiem bo wracałem z ogórka. Ledwo odpalam i już wiem, że dużo straciłem. Bo patrzę, że to jakiś niesamowicie emocjonujący wyścig się tutaj rozgrywa. 44 km do mety a Purito już leci na solo. Ale nie, to jednak był odpał. Bywa.


Bo z przodu jechał nie on a Johan Van Summeren znany z tego, ze ogolił Paris-Roubaix i Alexandr Pliuschin znany z tego, że wysyłał do kącika porad cyclingnews pytania jak trenować zimą. 


Wygląda na to, że Alexandr odwiedza nie tylko cyclingnews, ale również szymonbajka. #properheight#sockdope


Purito był zmyłą. Wyścig nie był pasjonujący. Był na tyle nudny, że przysypiając przegapiłem atak Romana Kreuzigera, który podobno odjechał na 17k do mety. Obudziłem się na ostatnie sztajfki, gdzie skakał np. Lars Peter Nordhaug (norweska wymowa - Nurtsiuq)


Atakował też kolejny wygłodzony gość z Garmina. Kiedyś niby wygrał Giro ale dzisiaj dymił jak Krystian.


Tymczasem informacja dla tych których interesuje rywalizacja. Roman Kreuziger jedzie sobie już na solo. 


A chłopaki za nim zamiast sumiennie tyrać ku wspólnemu dobru, urządzają sobie jakieś nic nie warte sprzeczki. Najwyraźniej nie czytali ostatnich wpisów na szymonbajkowym fejsie o tym, że spinanie się nie popłaca.


Chociaż rusek z katiuszy możliwe, że czytał bo nie wdawał się w dyskusje tylko robił swoje. Brawa dla tego pana.


Niestety dla chłopaków z pogoni, Romek miał dzisiaj nogę. I do podnóża Caubergu dojechał z przewagą pół dnia.


I niesiony dopingiem polskich kibiców wjeżdżał sobie pod tę chopkę tak na oko z 500 wat.


Musiał się spinać bo wiedział że jak Phil stanie w pedałach to na jego SRMie pojawia się czterocyfrowa suma i trzema ruchami korby może go najść. 


Filip też tak myślał, ale jego dzisiejsza noga nie była tą nogą z mistrzostw świata.
 

Więc Roman nie został zespawany. Farciarz.


A Gilbert za to owszem. Biedaczek.

 

Gilbert się trochę podłamał więc odpuścił korby, inni za przykładem mistrza zrobili to samo a Romek w międzyczasie wygrał sobie Amstel Gold Race.


A za nim na metę wpadła całkiem niemała grupa.
A w niej z prawej fantastycznie finiszował gość z OPQS.
Najpierw powiedzieli że to Kwiato.
Potem, że Meersman.
Potem, że to jednak Kwiato.
A potem, ze był piąty.


Ostatecznie okazało się, że to nikt inny tylko Michał Kwiatkowski we własnej osobie który wcale nie był piąty ale czwarty. Nieźle? Zapytajcie Gilberta.