Strony

Masterskie klimaty

Tego a tego dnia, tu i tam, przy takiej i takiej pogodzie wystartowałem na takim i takim wyścigu, czułem się tak i tak i zająłem takie i takie miejsce.
Żartuję. Takie pisanie ssie. Ale nie, to nie będzie kolejny post o tym jak nie pisać swojego bloga. Bo dopóki nie nazywasz się Michał Gołaś albo Maja Włoszczowska, to naprawdę nikogo nie interesuje przebieg rywalizacji w wyścigu dookoła zalewu czorsztyńskiego o puchar zastępcy sołtysa. No ok, nikogo oprócz Twojej mamy. Ale jej możesz to opowiedzieć przy obiadku. Nie, to nie będzie tego typu post.
Wracając do meritum. Pojechałem sobie na ogóraska. Mamy tutaj w Warszawie taki bardzo przyjemny cykl wyścigów na Służewcu. Krótka runda, dwie proste, dwa nawroty, tysiąc dziur i sto kraterów w sam raz żeby zapadło Ci się przednie koło. Ale fakt, że jest dmuchana meta świadczy sam za siebie, ten ogór to już ogór upper level.
Wziąłem ze sobą GoPro. I nagrałem cały wyścig. Ale bez obaw, nie będę na tyle okrutny żeby zmuszać Was do oglądania całej wątpliwie emocjonującej rywalizacji. Wyciąłem tylko dwa momenty.

1. Bojówkarze EuroPRO kolarzy. Wpadli pookibicować. Miło z ich strony.


2. Masterskie ściganie. Drugi filmik to dwie ostatnie rundy ogóra. Wspaniały obraz masterskiego ścigania które wygląda mniej więcej o tak:
- grupa się rozjechała, to walnę skokena.
- idę w trupa, korby odbijają, odwrócę się czy poszło.
- jestem z przodu sam, jadę dalej / ktoś na kole, puszczam korby, czekam na grupę.
- jadę dalej ale korby znowu odbijają to spojrzę czy gonią, gonią, puszczam korby.
- efekt po obu wersjach podobny. Wszyscy puszczają korby.
- grupa się rozjeżdża.
- walnę skokena.
Błędne koło. Tak to wygląda. W konsekwencji na tych masterskich gonkach można się uchetać gorzej niż na kole Fabiana kiedy wychodzi na zmianę na ostatniej sekcji bruku przed Roubaix.