Strony

Plan treningowy na Giro d'Italia




Giro to piękny wyścig, to nie podlega dyskusji. Oglądanie relacji z etapów to prawdziwa uczta, z tym również ciężko się nie zgodzić. Ale siedzenie przed telewizorem podczas gdy za oknem grzeje pełna lampa którą można wykorzystać do pracy na tanlajnsami i wytopem, to już sprawa dyskusyjna.
Bo tak, z jednej strony rower. Pasja i największa przyjemność jaką można sobie zafundować. Wiadomo. Z drugiej strony są etapy tak fantastyczne, że nieobejrzenie ich to grzech prawie takiej skali jak zamiana Wiliera na Meridę.
Trzeba być elastycznym. Jeździsz codziennie. Ile można. Lampa będzie jeszcze nie raz. Są superetapy, są też całkiem nudnawe. Nie musisz ich oglądać w całości. Możesz wtedy rzeźbić łydę. A kiedy przyjdzie etap z metą na Galibier zrobisz sobie dzień wolny. Dostosuj sobie plan treningowy pod Giro, np.o tak:
  • 7 maja/4 etap - jak coś ma się dziać to tylko na końcówce do której dojadą późno bo jest prawie 250 km. Możesz iść spokojnie na 6 godzin szybkości metodą ciągłą żeby zdążyć na ostatnie 10 km
  • 8 maja/5 etap - kawałek przed metą jest jakaś ścianka gdzie może coś się wydarzyć. I na ostatnich 20 km będzie szło pełne pranie. To warto zobaczyć. 4 godziny siły metodą ciągłą.
  • 9 maja/6 etap - płasko jak pod Warszawą. I krótko. Banał dla spawaczy i samobójstwo dla odjeżdżaczy. Nic specjalnego. Już prawie sto razy widziałeś jak Cav robi wszystkich na finisz. Możesz sobie odpuścić ten etap. 8 godzin szybkości metodą ciągłą.
  • 10 maja/7 etap - jakieś hopy. jakiś duży odjazd może tutaj pójść. Może zrobi pół dnia przewagi i zrobią się dwa wyścigi. Najpierw czarowanie i skoken za skokenem z odjazdu a potem ściganie z peletonu. Ciekawie. Można obejrzeć. Odpocznij sobie po wczorajszym treningu i trzydniówce. Bajabongo 2 godziny z godzinnym coffeebreakiem.
  • 11 maja/8 etap - czasówka. Płaska czasówka. I to nie jest ostatni etap w Mediolanie. Czyli nudy jak 150. Nie ma co oglądać. Wczoraj się obijałeś, dzisiaj trzeba przytyrać. 8 godzin szybkości metodą ciągłą.
  • 12 maja./9 etap - pierwsze góry. Pierwszy sprawdzian ile kto ma pod nogą. Nie jakieś giganty ale zawsze chłopaki mogą zacząć się ciąć. I może coś się dziać fajnego. Pooglądaj sobie. Wczoraj był dobry trening, dzisiaj czas na zasłużony coffeeride.
  • 13 maja/dzień wolny - dzień wolny na Giro oznacza mniej więcej tyle że dzisiaj pocierpisz. Trening w trupa od świtu do zmroku. 
  • 14 maja/10 etap - pierwszy prawdziwie górski etap. Z metą na podjeździe. Czyli to jest właśnie to, uczta dla zmysłów. Wczoraj umarłeś, dzisiaj zasłużyłeś żeby sobie odżyć. Żeby tylko łydy Ci nie napuchły skocz na bajabongo a potem z czystym sumieniem rozwal przed telewizorem.
  • 15 maja/11 etap - wielka góra na półmetku i trochę niemrawa na dowidzenia. Jeśli dzień wcześniej Vincenzo złapał gumę i ma stratę to może zaatakować na zjazdach. A to jest widok nie byle jaki. Może coś się dziać, ale nie musi. Skocz na 3 godzinki siły żeby trochę przytyrać w udo.
  • 16 maja/12 etap - etap z juniorskim dystansem i masterkim profilem. Nudy. Idzie odjazd, spawa drużyna lidera, wykańcza OPQS przy okazji rozprowadzając Cava który wygrywa robiąc jakiś śmieszny gest zwycięstwa i tyle. Nie musisz oglądać. 8 godzin szybkości metodą ciągłą. Rozkręć sobie nogę po wczoraj.
  • 17 maja/13 etap - wczoraj było krótko dzisiaj będzie długo. 250 km z hopkowatą końcówką. Klasykowy klimat. Całego etapu nie warto oglądać ale na końcówce będzie się działo. Wróć sobie wcześniej i pooglądaj jak się tasują z odjazdu. 3 godziny czegoś tam metodą ciągłą.
  • 18 maja/14 etap - znowu juniorski dystans ale tym razem profil iście mocarny. Nieskończenie długi podjazd pod Sestiere na półmetku i na dobitkę finisz pod Bardonecchie. Będą się cieli. Ale pewnie tylko na finałowej sztajfie. 4 godziny wytrzymałości szybkościowej po górach za samochodem.
  • 19 maja/15 etap - znowu krótko ale jak treściwie. Mega ciekawy etap z mega pięknymi obrazkami do oglądania. To jest właśnie ten dzień który mimo super pogody spędzisz przed telewizorem jak typowy nolajf. A na rower wyjdziesz tylko na godzinkę żeby wypić kawkę i zbić piątkę z kumplami.
  • 20 maja/dzień wolny - już wiesz to co dla Ciebie oznacza. Trening morderca, cały dzień na zagince. Żeby jeździć to trzeba jeździć.
  • 21 maja/16 etap - długi etap, niby płaski ale przed metą usypali jedną hopkę żeby nie było zbyt nudno. Jak Nibali coś popsuje w rowerze w Alpach to tu sobie będzie odrabiał na zjeździe. Oglądaj ostatnie 20-30 km. Wyjdź na 3 godziny trening siły metodą w trupa.
  • 22 maja/17 etap - znowu to zrobili. Mają rozmach. Usypana hopka znowu coś może namieszać. Wcześniej nudy jak na meczu piłkarskim. Do oglądania ostatnie 20 km. Znowu lecisz na 3, no może 4 godzinki metodą "blat oś i rozkręcaj to młody".
  • 23 maja/18 etap - czasówka. Ale górska. To daje jakieś nadzieje na zaciekawienie etapem. Ale mnie tam średnio interesuje oglądanie po kolei gości którzy jadą wpatrzeni w SRMa i tyle, zero ścigania. Ta góra też nie jest jakimś monstrum, byłem tam i jak stanąłem w pedałach to na plecy nie poleciałem. Jak chcesz to oglądaj bo losy wyścigu mogą się tego dnia rozstrzygać ale ja raczej bym poszedł na mój ukochany trening 8 godzin metodą ciągłą.
  • 24 maja/19 etap - góry. GÓRY. Trzy przełęcze na etapie z finiszem na podjeździe. Tak, to jest właśnie kolejne święto nolajfów kolarskich. Skocz z rana na coffeeride, kup po drodze odpowiedni prowiant na relację i oglądaj ją od początku do końca.
  • 25 maja/20 etap - przedostatni etap. I ostatni etap na którym Vincenzo może nadrobić straty po defektach. Bo ma dużo pod górę i dużo z góry. Ogólnie to jest królewski etap i na nim rozstrzygną się losy całego Giro. Olej trening, olej nawet ten ogórek który wiesz, że ogolisz bo dawno nie miałeś takiego super planu treningowego i rozwal się przed telewizorem żeby obejrzeć calutką relację z tego megaetapu.
  • 26 maja/21 etap - etap przyjaździ. Będą sobie pić szampana. Uśmiechać do kamer. Robić jakieś czerstwe żarty a komentatorzy eurosportu pocić żeby jakoś zapełnić czas antenowy tego meganudnego etapu. Z przyzwoitości warto obejrzeć końcówkę i dekorację ale z rana idź sobie coś przytyrać, nie wiem, może ze 3 godzinki dwuminutowych tempówek z przerwami po zero sekund między każdą.
*Nie biorę odpowiedzialności za osoby które zarżną się wykonując ten plan. Z poważaniem, Szymonbike.
fot. Garmin