Strony

JPSW #412

Czyli Jak Przyjemnie Spędzić Weekend odcinek 412. Czyli kolejna przykładowa instrukcja dla tych wszystkich którzy myślą, że tak, faktycznie wypady na rower tu i tam to świetna sprawa i w ogóle spełnianie pasji, ale lepiej to robić na Cervelo R5, więc w ten weekend sobie jeszcze popracują żeby na niego zarobić i w przyszły i następny też, a kiedy już na niego uzbierają to wpadną pod tramwaj i umrą. Hehe. Tak to dla Was.


Dzień pierwszy. Środa. Kto powiedział, że weekend zaczyna się w piątek? Ja nie wiem. Wiem za to, że kiedy we wtorek wieczorem dzwoni do Ciebie kumpel i zaprasza do Krakowa bo raz, że lampa, a dwa, że Małopolski Wyścig Górski to mu się nie odmawia. Tylko pakuje raz dwa bo ma się pod ręką checklistę przedzgrupkową.


W środę rano lecisz sobie jeszcze na trening z ziomami którzy są Twoimi dobrymi ziomami bo nie są korporacyjnymi hienami które nie mają czasu się z Tobą ustawić bo robią ciężki szmal. I jedziesz z nimi tylko zbić piątkę i zawinąć zaraz na bazę, bo żeby zdążyć na kryterkę na Rynku w Krakowie musisz wsiąść w pociąg o 12.00. No chyba, że jest przecudna pogoda i dobre towarzystwo to możesz sobie zrobić bilans plusów i minusów i ostatecznie olać oglądanie wyścigu po raz setny, tylko robić przez jakieś 5 godzin to co naprawdę sprawia Ci przyjemność czy trening szybkości metodą ciągłą z kofibrejkiem w podwarszawskiej dziurze.


Na wypadek jakby ktoś wieczorem Cię zapytał "jak Ci minął dzień" a Ty mógłbyś z czystym sumieniem odpowiedzieć, że "dziękuję, wspaniale". Nawet mimo niedogodności ufundowanych przez Polskie Koleje Państwowe.


Czwartek. Wstajesz rano w dobrym humorze bo wiesz, że masz dzisiaj fory. Bo kumpel do którego przyjechałeś i dane będzie Ci z nim trenować, zawsze niszczy Cię pod każdą sztajfkę zrywając jak młodzika i doprowadza do ciężkiej depresji, jest w gorszej formie. Bo dzień wcześniej potrącił go TIR.


Nic z tego. Ziomek okazuje się twardszy niż naczepa tira i funduje Ci trzycyfrową rundę jeśli chodzi o kilometry dojazdu na metę pierwszego etapu MWG i nadając tempo dzięki któremu możesz poczuć się niczym Mark Cavendish na królewskim górskim etapie Giro. Super sprawa.


A więc zamiast w czwartkowe popołudnie umierać nad stertą papierów w swojej robocie której nienawidzisz, umierasz na kole zioma którego z każdym kilometrem i ząbkiem rzuconym niżej podobnie zaczynasz nienawidzić. Aż dojeżdżasz na metę Małopolskiego gdzie zbijasz piątkę z kolegami którzy robią spoko wynik bo założyli PROskarpetki SHUT UP LEGS i nagle sobie uświadamiasz, że masz jakieś 40 km po hopach do domu a bomba już dawno Cię wybrała. Co zrobić. Jedziesz czym prędzej bo takie kręcenie się po wyścigu w którym nie startujesz zalatuje lekkim trzepactwem.


Jak masz fart, to spotkasz po drodze znajomków z portalu który nie należy do tych chałturniczych. Więc te znajomki jako że nie są nadętymi fafarafami to widząc Twoją bombę wezmą Cię na sztywny hol i dociągną sto na godzinę aż pod sam Kraków gdzie wpakujesz się z rozpędu między auta w korek w którym stoi pewien przykry typ któremu nie w smak, że Ty sobie jedziesz a on stoi i otworzy Ci przed nosem drzwi na oścież. Jak jesteś warszawiakiem i jeździsz w korkach na co dzień to się wybronisz. Jak nim nie jesteś to się zabijesz. Nawet na swoim Cervelo R5.


Piątek. Ostatnia okazja na obskoczenie MWG na rowerze z Krakowa. Wiesz, że start jest o 12 a dojazd na niego zajmie Ci niecałą godzinę. A jeśli jesteś blogerem to nie jesteś przyzwyczajony to wstawania o tak nieludzkiej porze jak 9 rano więc spóźniasz się na start i jedyne co możesz zrobić to przejechać się obok ruszającego peletonu i rzucić siemę do kilku ziomków którzy na własne życzenie wpakowali się istne piekło. Ty tego nie musisz robić, możesz po prostu pojechać sobie na metę i premię górską żeby popatrzeć jak zdychają i się pławić w swoim sadyzmie.


Jeśli hołdujesz drugiej zasadzie OREC Euro i nie masz żadnego Garmina czy innego tamagoczi to rzecz jasna pobłądzisz po drodze i zamiast dojechać sobie ot tak to dojedziesz ot tam razy dwa. Ale nieważne. Ważne, że zdążysz popatrzeć jak Twoi znajomi prosi pykają sobie w odjeździe i będziesz mógł wydrzeć do nich ryja żeby dodać otuchy.


Potem ostatkiem sił wdrapujesz się na szczyt premii górskiej żeby oglądać jak zbombieni uciekinierzy wjeżdżają ją sobie na sztywno za bidon i nawet próbujesz zrobić zdjęcie żeby móc kogoś potem w razie czego mieć czym szantażować. Ale na szczęście Twoje i holownika zdjęcie nie wychodzi i Ty nie masz okazji do zrobienia brzydkiej akcji za którą karma by Cię z pewnością dojechała w najgorszy sposób. I wszystko gra. Nie ma co się spinać o jakieś tam głupoty, to wszystko i tak tylko zabawa.


Zjedź na metę, spotkaj się z kumplem od TIRów i wróćcie razem robiąc po drodze obowiązkowego kofibrejka. Na przykład w Dobczycach. Sprawdzona miejscówka. Szymonbike, polecam.


Sobota. Jeśli jesteś lokalnym herosem to możesz albo pojechać na jakiś lokalny ogórek albo zrobić trzeci pod rząd trening od świtu do zmroku. A jeśli jesteś blogerem albo po prostu zdrowym na umyśle człowiekiem to możesz popracować nad czymś więcej niż łydką i na przykład zrobić sobie luźny dzień i na przykład poczytać jakąś książkę żeby Twoim czytelnikom jakoś lżej czytało się potem Twoje wypociny albo porobić cokolwiek innego co sprawi Ci przyjemność. Chociaż bajabongo zawsze spoko. Na przykład do Tyńca i z powrotem.


Niedziela. Dzień święty. Więc trzeba go uczcić. Na przykład jadąc z rodzinką do centrum handlowego i na obiad do maka. Albo oglądając ulubiony serial nie wychodząc z łóżka. Ewentualnie jeśli nie jesteś takim beznadziejnym nudziarzem to możesz pojechać na cofferide do Dobczyc.


Gdzie po drodze możesz sobie powspominać jak to kiedyś byłeś juniorkiem i leciałeś tymi samymi szosami etapówkę. I na tej hopce cisnąłeś czasówkę na której start się spóźniłeś, a na tej sztajfce atakowałeś z jakimś Niemcem który mimo wyraźnych ponagleń "schnella!" jakoś nie chciał dawać mocniejszych zmian. Byli czasy.


Wypijasz kawę. Zjadasz ciasto. Wsiadasz na rower. Wracasz do domu. Odcinasz kupon od kolejnego fantastycznie spędzonego weekendu. I już czekasz na kolejny.