Strony

Zgrupowania w krainie skner


Z racji faktu, że dopiero co był kolejny długi weekend, wyskoczyłem sobie na krótką zgrupkę w góry. Nie, nie dlatego, że miałem wolne, jak jesteś blogerem to Cię to nie dotyczy. Wyskoczyłem bo Artur z TrainWithWatts zrobił kolejną po Calpe wypasioną zgrupkę.
Oczywiście jak mnie już znacie, to wiecie, że nie będę opisywał jak trenowaliśmy i ile waty uzbieraliśmy, bo to strata mojego i  Waszego czasu. W skrócie powiem tak, Artur po raz kolejny stanął na wysokości zadania, Dobra kwatera, dobra szamka, dobre traski, dobra atmofera, dobre masaże i inne dobre bajery.
Mimo to nie wypaliły dwie kwestie. Pierwsza, pogoda, ale na to wpływu nie ma nikt i wkurzanie się na coś na co nie ma się wpływu jest totalnie głupie. Druga, frekwencja. Na zgrupkę nie przyjechał prawie nikt. Czemu? Spróbuję rozgryźć tą zagadkę.


Ile w Polsce jest firm organizujących zgrupowania kolarskie? Porządne kolarskie zgrupowania a nie jakieś tam wyprawy z sakwami? No właśnie, tyle co nic. A przejdź się kiedyś do Empiku i otwórz niemiecką gazetkę (nie, nie taką jak myślisz) rowerową i otwórz na stronach z ogłoszeniami. Aż się wylewa. Dziesiątki ofert. Czemu oni mają tak dobrze a my tak marnie? Sami jesteśmy sobie winni.


Ze zgrupowaniami jest trochę tak jak z promami do Szwecji. Hehe. Codziennie ze Świnoujścia po południu wypływają dwa promy do Ystad. Bilet na każdy z nich kosztuje kupę kasy, nie pamiętam już ile ale na pewno grubo ponad tysiąc złotych. Ale jeden z nich jest tańszy o jakieś głupie 50 ziko które przy całej kwocie znaczy tyle co nic. I kiedy przychodzi pora odprawy do tego tańszego o 50 ziko ustawia się gigantyczna kolejka samochodów, kiedy obok stoi dosłownie garstka aut do drugiego promu.

Nieważne, że ten tańszy prom jest tak stary, że pewnie jeszcze pamięta go z dzieciństwa Davide Rebellin. Ani to, że cały się sypie i trzeszczy jakby zaraz miał utonąć. Nie, jedyną istotną kwestią jest kasa. Kropka.


Tak samo ze zgrupkami. Kiedy pytałem kogoś czy chce jechać do Calpe to pierwsze co robił to odpalał stronę z tanimi lotami, kwaterami i kombinował żeby samemu coś zorganizować, byle taniej. Nieważne jak bardzo będzie źle, ważne żeby było najtaniej i kropka.

Zdaję sobie sprawę na jak śliski grunt wchodzę. Niewielu z nas się przelewa, wiadomo. Tym bardziej potęguje to fakt, że narzekanie na brak kasy jest, tuż po piłce nożnej, naszym drugim sportem narodowym.
Każdy z nas zna całą masę gości jojczących na brak kasy którzy zaraz potem wyciągają z bagażnika carbo wypasa na jakimś recordzie czy durejsie. Wokół pojawia się coraz więcej wypasionych bryk na Zippach, Lighweightach, ale jojczenie nie ustaje. Tak już jest. Koniec tłumaczenia, i tak mnie obsmarujecie i tak.


Coś Wam teraz powiem, kiedy tak jojczycie, kombinujecie i się wiecznie szczypiecie. Kiedy po prostu wsiadacie na ten prom o 50 ziko tańszy to jesteście zwykłymi sknerami. Bo nie tylko kasa się liczy na tym świecie. Być może zorganizujesz sobie tańszy lot, tańszą kwaterę i weźmiesz zapas zupek chińskich żeby w ogóle zaoszczędzić jeszcze i jeszcze. Tylko że nagle okaże się, że wylądujesz na lotnisku z ręką w nocniku, będziesz musiał się tułać jakimiś pociągami. Wrócisz kiedyś zbombiony do cna z treningu i nikt nie ugotuje Ci obiadu. Nikt nie wymasuje nóg. Nie zreperuje roweru. Karma Cię dojedzie za Twoje sknerstwo.

Zgrupowania zorganizowane nie są robione po to, żeby jacyś wielce nadziani lenie mogli sobie pojechać tu i tam. Bo tak to najwyraźniej wygląda w oczach wielu z nas. Zgrupowania są organizowane po to, żebyś mógł pojechać tu i tam i zamiast zaprzątać sobie głowę masą przyziemnych kwestii, mógł skupić jedynie na jej małej części, na jeździe, regeneracji. Jedziesz na zgrupowanie żebyś mógł poczuć się jak pros. Żebyś miał czas na nacieszenie chwilą.


Ale jak będziemy wszyscy tak wiecznie się szczypać, to nasze gazetki rowerowe nigdy nawet w połowie nie podgonią niemieckich jeśli chodzi o ofertę obozów.
A zgrupowania to wspaniała sprawa. A jak się jest kolarzem, nawet amatorem to jest najlepsza okazja żeby przeżyć coś ciekawego i coś zobaczyć na świecie.
Może zamiast robić kolejną partyzantkę na której mamy urwanie głowy jeszcze większe niż podczas zwykłego dnia pracy, warto przekazać kwestię organizacji komuś kto zrobi to o niebo lepiej? I móc się nacieszyć wyjazdem? Hę?
Zippy poczekają. Zamiast kolekcjonować przedmioty, kolekcjonujmy przeżycia. Zgrupki to najlepsze ku temu okazje.