Strony

Review - Canyon Ultimate AL 7.0

Trzy tygodnie temu dostałem nową szosę Canyona. Pojeździłem, pokatowałem, potestowałem. Wyrobiłem sobie opinię. Teraz mogę się z Wami nią podzielić. Zapraszam na recenzję Canyona Ultimate AL 7.0.


Wszyscy znacie Canyona. Niemiecka marka która rozwala wszystkie możliwe testy w rowerowych gazetkach. Szczególnie w kategorii stosunku ceny do jakości. Canyon jest tani bo jest pomysłowy (albo nieśmiały) i nie wychodzi z internetów. Dzięki temu może zaoszczędzić górę pieniędzy którą musiałby płacić łapczywym najemcom salonów czy zachłannym pracownikom i w zamian może obniżyć cenę samego roweru.
Po prostu wchodzisz na stronę Canyon.com, konfigurujesz rower na jaki tylko masz ochotę, zamawiasz, a wtedy fabryczka wypluwa go w kartonie prosto w ręce kuriera który niedługo potem Ci go dostarcza pod drzwi. Proste jak drut.
No dobrze, ale jak wiecie, cena to nie wszystko. Jak jesteś wiernym czytelnikiem i czytałeś Pierwszy Odcinek Projektu EuroPRO roweru to być może pamiętasz, że niestety, ale Twój wymarzony Canyon wpisuje się w kategorii średniawek. Nie jest to rower z duszą, nie jest też trzepacki. Co prawda ścigają się na nim wspaniali zawodnicy jak Purito Rodriguez i występuje w naprawdę wypasionych highendowych wersjach, ale nie łapie się do kategorii najbardziej pożądanych rowerów z duszą bo w kolekcji ma też bardzo proste i tanie modele. Jeśli jesteś fanatykiem zasad Euro i całej otoczki to możesz się tym przejmować. Ale jeśli nim nie jesteś to wcale nie musisz.
Możesz po prostu przeczytać tę recenzję i samemu ocenić ile wart jest ta bryka.


Canyon Polska przysłał mi model Ultimate AL 7.0. Najniższy z serii Ultimate AL. Mogli podesłać jakiegoś wypasa na Recordzie, napisałbym tylko, że jest super ekstra i potem bym uciekł z nim do Meksyku. Ale nie, dostałem tego, i dobrze, to większe wyzwanie. Lepiej też dla Was bo pewnie znajdzie się więcej osób których właśnie ten model zainteresuje.
Jeździłem na nim 3 tygodnie. Pierwszego zachwycałem się tym, jak fantastycznie wszystko w nim działa. Nigdy tak dobrze, tak cicho i lekko nie działał żaden z moich rowerów. Od wyjęcia z kartonu do ostatnie dnia testu nie robiłem z nim nic.. i nie działo się nic. Mam talent do niszczenia rowerów więc potrafię to docenić. Drugiego wkurzałem się na zupełnie niepodchodzącą mi geometrię. Na Canyonie dziwnie się siedzi, sztyca ma wielki offset, a główka jest  wysoka. Nie znalazłem dla siebie odpowiedniej pozycji na tym rowerze, może powinienem wziąć rozmiar S zamiast M (mam 176 cm wzrostu i stosunkowo długi tułów jak na kolarza). A może to producent przesadził z szukaniem kompromisu między zrobieniem czegoś między sportową a rekreacyjną maszyną. Trzeciego tygodnia odkryłem co jest największym atutem tego Canyona. On jest po prostu mega komfortowy. Lecisz sobie po polskich drogach, po szutrówkach, po kraterach i nie dzieje się nic. Suniesz sobie bezboleśnie jak po maśle i patrzysz z politowaniem na kolegów którymi miota na prawo i lewo.

To są trzy punkty które jakoś najbardziej mnie zaaferowały podczas testu. Ale jakbym na tym skończył to nie byłbym w porządku wobec Was którzy chcecie się czegoś więcej dowiedzieć o tym rowerze. Więc teraz czas na wypunktowanie. Specyfikacja, czyli spalara, co jest trzepackie i co jest PRO.


Spalara
Całą dokładną specyfikację znajdziesz pod tym linkiem. A że spalara nie jest mile widziana na tym blogu, będzie krótko. W skrócie wygląda to tak, amelinowa rama F8 z przekrojami rur jak w rurociągu jamalskim. Widelec ma za długą nazwę żeby ją tutaj pisać ale ma za to fikuśny kształt dzięki któremu tłumi drgania jak marzenie. Calutki osprzęt Shimano 105, z kompaktową korbą, przerzutką tylną z długim wózkiem i kasetą o niezliczonej ilości zębów. Koła Mavic Ksyrium Equipe z oponami Mavica Yksion szału nie robią, tym bardziej jeśli przesiądziesz się z szytek i carbo stożków. Komponenty Riczeja, carbo sztyca Canyona i siodło Selle Italia X1. Prosty rower bez fajerwerków. Waży 7,7 kg i kosztuje 5709 ziko. Mało.


Co jest trzepackie
  • Kaseta. Jej największa zębatka ma tyle zębów, że próby policzenia ich mogą wpędzić w depresję najlepszych matematyków. W szosie nie przystoi mieć czegoś takiego. 
  • Długi wózek w tylnej przerzutce. Patrz wyżej.
  • Osprzęt wędkarski. Shimano 105 to nie jest szczyt marzeń EuroPRO kolarza. Nie wygląda najlepiej, manetki nie leżą w dłoni dobrze. 
  • Koła. Miękkawe. Opony twarde, 'nie kleją' się do szosy. I nie są stożkami. No ale zawsze dają Ci wymówkę, że to przez nie strzeliłeś z koła na ogórku, w końcu jakbyś miał zippy to Ty byś wszystkich zrywał.
  • Stery. Wynalazek marki Acros polega na tym, że zamiast wkręcać na śrubę topcap, po prostu wciskasz go ręką. I już. I podczas jazdy możesz sobie tego topcapa wyciągnąć. Nie podchodzi mi to. Chociaż fakt, że możesz sobie coś kitrać w rurze sterowej może zainteresować koksiarzy, albo łakomczuchów.
  • Ritchey. Mostek i kiera to alumieniowy podstawowy riczej. Raz, że miękki, dwa, że gięcie kierownicy jest zwyczajnie niewygodne. Przynajmniej dla mnie.
  • Siodło. W dobie BG fitów wiadomo, że każdy potrzebuje inne siodełko. Nie jestem fitterem ale mogę powiedzieć Ci, że ten model Selle Italia nie jest dla Ciebie.

Co jest PRO
  • Rama. Jeśli w rowerze za niecałe 6 koła dostajesz ramę na której prosi startują w Paris-Roubaix czy Ronde van Vlaanderen to albo ktoś się pomylił albo masz szczęście. W tym wypadku masz szczęście. Bo ta rama jest naprawdę dobrą aluminiową ramą. O klasycznych, eleganckich kształtach. Ze sporymi przekrojami rur i masie mięsa na suporcie dzięki czemu jest całkiem sztywna. Z linkami prowadzonymi wewnątrz co jest przyjemnym dla oka detalem. I całkiem niewiele waży.
  • Widelec. Patrzysz z boku, jest wąziutki, dopasowany do ramy, dobrze wygląda. Patrzysz z góry, wygina się niepokojąco na zewnątrz, dziwnie to wygląda. Ale działa. Wygładza polskie kratery jak złoto.
  • Malowanie. To je amelinum, tego nie pomalujesz. A jednak. Zawsze podobał mi się minimalistyczny styl Canyona. I jeśli koleżka z zajawką na zasady Euro sam z siebie zagaduje, że ładne malowanie to faktyczne musi tak być. I porządnie wykonane.
  • Owijka. Biała, choć to niepraktyczne. Owinięta like a PRO. Z białymi korkami. Euro.
  • Sztyca. Standard, ale jak na rowery z pięciocyfrowej półki cenowej. Carbonowa, o świetnym designie i z masą możliwości ustawienia offsetu i siodła. Raryt.
  • Detale. Kiedy się robi tani rower to się go robi tak, żeby był tani. Canyon chyba jeszcze na to nie wpadł. I pakuje tu i tam miłe dodatki, gumki na pancerze żeby nie obiły ramy, pokrętła do regulacji przerzutek tuż pod kierownicą, mocny bikeshield na tylnych widełkach, obejma sztycy o pomysłowym kształcie. Detale tworzą całość.
  • Kaseta. Dzięki temu, że jest trzepacka możesz być zawsze wierny 90 zasadzie OREC Euro mówiącej 'nigdy nie zrzucaj z blatu'.

Summa summarum
Z tym Canyonem to jest trochę jak z samochodem, jednym z Twoich pierwszych. Wyobraź sobie, że masz odłożoną jakąś kwotę i zaczynasz się zastanawiać na co by tu ją wydać. Z jednej strony możesz sobie kupić starą betkę, taką naprawdę starą, klasyczka, na widok którego każdemu Twojemu ziomowi opadnie szczęka z brzdękiem o ziemię. Z drugiej strony za tyle samo możesz kupić w salonie np. nową toyotę yaris. Z jednej strony robiący furorę rekin który pewnie zaraz zacznie się sypać, z drugiej sprawdzony i pewny wózek którym furory może i nie zrobisz ale będziesz mieć spokój na duszy. 
Canyon jest właśnie takim autem z salonu. Solidny, dobrze działający rower dla osób które nie czują potrzeby lansowania się po deptaku ani stosowania się do zasad Euro, tylko chcą zrobić swój trening od świtu do zmroku i mieć pewność, że jutro ten rower ich znowu nie zawiedzie. Ja do nich nie należę, ale jeśli Ty tak, to śmiało mogę Ci polecić Canyona.
 

Zdjęcia zrobił Filip Okopny.