Strony

Typowy trener - kierowca (Wideo sponsorowane)


To będzie historia z cyklu byłem kiedyś kolarzem. Juniorkiem. Z KS Szurkowski. Byłem ja i dwóch koleżków tak więc klubik był mały a nasze wyniki mogły robić wrażenie co najwyżej na naszych matkach. Ale mimo to wszystko mieliśmy klubowe auto. Bo Ryszard ogarnął dla nas nowiutką Skodę Octavię. Jakiś wysoki model, z tych szybszych. Co weekend lataliśmy nią sobie na różne ogórki nieogórki. Aż pewnego letniego dnia zabrakło nam kierowcy i awaryjnie za kółko posadziliśmy pewnego znajomego wiraszkę.
Wsiadł, odpalił na pełen regulator swoją płytę z ostrą techniawką i ruszył z pichem na podbój szos. Firmowe auto, firmowe paliwo. Wyprzedzanie na trzeciego, czwartego, dziesiątego. Na czołowe. Rzucił na szalę życia i śmierci nasze żywoty i wiózł nas, wystraszonych na śmierć juniorków, na start gonki. Bujając pod 200 km/h przez las. Czyste szaleństwo. I ta techniawka w tle.
Dojechaliśmy. Przejechaliśmy swoje wyścigi, ale nie było nawet mowy żeby choć trochę zbliżyć się do tego tętna które mieliśmy wklejeni w fotele auta wiozącego nas na start. Ale ja np. i tak się wystarczająco zmęczyłem żeby w drodze powrotnej zasnąć. Pogodziłem się ze śmiercią zapewne. Śpię sobie aż tu nagle czuję ostre szarpnięcie. Budzę się i rozglądam. Widzę nasze auto stojące w poprzek drogi, smród gumy, słychać klaksony a dookoła stoją wiejskie baby trzymające się za głowę. A potem widzę za nami kobietę leżąca plackiem na środku szosy, parę metrów od niej jej rower z koszyka którego wyleciały jabłka i potoczyły po szosie. Scena jakiej nie wymyśliłby najlepszy reżyser. A tu proszę, na żywo takie rzeczy. Baba na szosie też jest żywa jak się okazuje. Kierowca szaleniec wcale jej nie potrącił jakby można było się spodziewać. On po prostu jechał sobie te swoje 200 na godzinę wiejską drogą, ona tuż przed nim się wyłożyła, a on z zimną krwią ją objechał. Prawie dachując. Cała sytuacja nie zrobiła na nim wrażenia.


Tak jak jest Typowy Mirek Handlarz czy Typowy Seba to powinien być też typowy trener, kierowca klubowego auta. Kto miał okazję kiedyś liznąć kolarstwa zapewne wie co się za tym kryje. To są ludzie którzy dla swoich samochodów nie mają litości. Potrafią wycisnąć z nich siódme poty po to żeby jak najszybciej dojechać do przodu kolumny z bidonami czy kołami. I nie ma znaczenia, że czasem trzeba to zrobić dziurawym poboczem, że w kolumnie jest ciasno tak że nie da się włożyć żyletki. Nieważne, że czasem trzeba wejść na dach albo poświęcić cały tylni zderzak bo chłopaczki zaraz porysują go swoimi oponami na treningu na klapie. Ciężki jest los klubowych aut. W świetny sposób obrazuje to krótki klip Skody:



Skody która już na stałe wpisała się w obraz klubowego auta. Chociażby tym, że już od 10 lat sponsoruje Tour De France. Na przykład w tym roku użyczając aż 250 aut, Octavii Combi czy Superb. Albo sponsorując klasyfikację młodzieżowca przez co ciągle oglądamy Kwiato jeżdżącego z jej logo na białej koszulce.
Normalnie trzeźwo myślący człowiek dawno by się wycofał gdyby zobaczył co się dzieje z samochodami których użyczył. Ale ludzie od Skoda najwyraźniej nie myślą tak szablonowo. I dobrze. Bo jak ma Cię nie przekonywać fakt, że skoro trener szaleniec katujący swoje auto do granic możliwości wciąż nim jeździ to czemu Ty, spokojny i opanowany człowiek miałbyś mieć z nim problemy?

“This post has been sponsored by Škoda, but all thoughts are our own”