Strony

Jak przyjemnie spędzić weekend odcinek wyjątkowy

Bo tym razem więcej niż weekend. Wakacje. Jak spędzić je przyjemnie? To proste. Wykupujesz wycieczkę do Szarmelszejk, all inclusive, wojna również. Jak ją przeżyjesz to po jakichś 10 dniach wracasz do domu i plujesz sobie w brodę, że wydałeś tyle kasy na taką wtopę zamiast odłożyć na nowe Cervelo.
Albo jest też druga opcja. Jedziesz sobie do jednego z najpiękniejszych miejsc na tej ziemi czyli Norwegii i siedzisz tam miesiąc, dwa albo ile tylko chcesz. A kiedy już Ci się znudzi, to wracasz do domu i jak tylko masz ochotę to kupujesz sobie nowe Cervelo bo przywiozłeś górę pieniędzy.


Brzmi fajnie co? Bo jest fajne. Szarmelszejk zawsze był hitem. Wiadomo, to pewniak. Ale że akurat ostatnio trochę tam do siebie za dużo strzelają to powiem Ci jak przyjemnie spędzić wakacje w drugi sposób, w Norwegii. To jeszcze prostsze niż wykupienie wycieczki.
Dzwonisz do dobrego kumpla, pakujecie do fury swoje rowery, kempingowe bzdety typu namiot czy campigaz, właściwie cały dobytek jaki tylko macie, żeby pół dnia później wpakować się na prom który w jedną noc przenosi Cię z krainy ściągniętych brwi i łysych karków do krainy gdzie każdy na Twój widok się uśmiecha i mówi hei hei.
I sobie jedziesz. Przed siebie. Gdzie Cię tylko poniesie. Nie ma budzika, nie ma internetów, nie ma obowiązków. Jesteś panem swojego losu. Jedziesz sobie na północ. Jak Ci się gdzieś spodoba, to sobie stajesz. Możesz sobie rozbić namiot gdzie tylko chcesz, więc to robisz. Nad szwedzkimi jeziorami w których się kąpiesz i z których normalnie możesz pić wodę, czy nad norweskimi rzekami albo fiordami. Twój dom jest tam gdzie zaparkujesz. Więc sobie jeździsz. Tu i tam. Raz rozbijasz namiot w dolinie żeby zrobić jakiś super podjazd na rowerze, raz na przełęczy żeby z rana sobie wleźć na jakąś górę. Odcinasz kupony od kolejnych atrakcji turystycznych czy po prostu pięknych miejscówek. Geiranger, Jotunheimen, Rondane, Dalsnibba, Atlantic Road, Trollstigen, Trolletunga, Trollvegen, trollcośtam..


I to sobie trwa. Tydzień, dwa, trzy. Ale w kraju w którym chleb kosztuje tyle co para PROskarpetek, a kawałek jakiegoś mięcha tyle co ich cały karton, w końcu nadchodzi taki moment, że bankomat mówi Ci żebyś się wypchał bo Twoje konto świeci pustkami. A Ty jesteś jakieś dwa tysiące kilometrów od domu. I w ogóle się tym nie przejmujesz. Tylko idziesz do Norwega i pytasz czy nie ma dla Ciebie jakiejś pracy.
I już następnego dnia siedzisz z pędzlem w ręku i malujesz sobie płotek nad fiordem, albo hytter nad atlantykiem. Po południu przychodzi Heidi i daje Ci jakiegoś łososia albo klopsiki, a po paru dniach przychodzi Bjorn i daje Ci wypłatę za którą spokojnie wyjedziesz sobie na zgrupkę do Calpe w zimę.


To strasznie proste. Norwegów nie jest zbyt dużo, za to mają strasznie dużo. Na przykład domów, płotów i deszczu który ciągle zmywa z nich farbę. Więc Ty jak masz ochotę to możesz sobie wpaść i to wszystko pomalować. Norweg nie ma na to czasu bo cały dzień się obija więc jest przeszczęśliwy, że za niego to zrobisz a Ty jesteś przeszczęśliwy bo możesz sobie posiedzieć dłużej w tym pięknym miejscu do tego zarabiając w kilka dni na zgrupkę w innym pięknym miejscu albo w miesiąc na cały rok życia w ojczyźnie.
Dostajesz coś tam do pomalowania, dostajesz farby pędzle i takie tam i na tym się kończy cała ingerencja Norwega. Nikt Ci nic nie każe, nie popędza, jedyne co czasem usłyszysz to pochwały, tacy oni już są. Więc wstajesz sobie o której tylko zechcesz, zjadasz bez pośpiechu owsiankę, zgrywasz na mp3 bonobo, hilltop hoods czy co Ty akurat lubisz i potem machasz sobie pędzlem tyle ile tylko Ci się akurat zachce. Jak jesteś szalonym materialistą to możesz malować od świtu do zmroku żeby jak najszybciej mieć na Cervelo, jak jesteś zdrowym na umyśle człowiekiem to możesz nawet cały dzień albo tydzień nie tknąć pędzla tylko pójść na rower bo akurat jest ładna pogoda. I nikt się do Ciebie o to nie przyczepi, wręcz odwrotnie, bo tacy oni właśnie są. Więc jeśli jesteś w miarę sprytny i niespecjalnie zachłanny to nadal sobie żyjesz jak na wakacjach. W końcu nadal jesteś w Norwegii.


Dla kogoś kto ma czasem dosyć komputerów, internetów, dużego miasta, tłumów i tego typu zakłócaczy spokoju nie ma nic lepszego. Taka banalna praca pozwala się tak odciąć i tak odpocząć od całego potoku informacji, myśli i śmieci w głowie, że żaden leżak w Szarmelszejk czy gdziekolwiek indziej się z tym nie równa. To taki trik dla umysłu. Jesteś zmęczony zgiełkiem miasta i internetami, uciekasz do Norwegii i siedzisz tam tyle aż zacznie Cię męczyć łażenie i jeżdżenie po górach a potem machanie pędzlem, że kiedy wracasz do miasta nagle to co Cię męczyło, zaczyna cieszyć.


Mimo, że Twój zachłanny umysł tak Ci podpowiada, to nie, pieniądze wcale nie są tu najważniejsze. Jakby tak było, to zostałbym w domu i rozwijał skarpetkowy biznes. Ale wtedy pewnie bym się nie wyrwał na wakacje i nie odciąłbym tylu kuponów od pięknych miejsc. Więc już trzeci rok jeżdżę sobie do Norwegii bo cenię sobie tą super możliwość przebywania w miejscu które nie przestaje mnie zachwycać, odcięty od świata i góry problemów. I nawet jeśli blog który już teraz powoli daje mi się utrzymać rozhula się jeszcze bardziej, albo zostanę skarpetkowym potentatem to i tak nadal będę tu jeździł. Mieszkać sobie w jednym z najpiękniejszych miejsc, odcinać kolejne kupony od atrakcji turystycznych i czasem też machać pędzlem żeby klawe życie mogło trwać w najlepsze.


To jest właśnie drugi powód dla którego wyjechałem do Norwegii.