Strony

Pokonać Trenażer. Odcinek pierwszy: Rzeczy


Przyjęło się, że trenażer to samo zło. Może i faktycznie tak jest, może i nie. Jedno jest pewne, zima to jeszcze większe zło. Szczególnie na tej szerokości geograficznej na którą nas niefartownie rzuciło.
Teraz jest w miarę znośnie za oknem, ale kiedy zima przyatakuje z całym impetem, drogi pokryją się breją a temperatury spadną na łeb na szyję, to Twoje pojęcie zła w kontekście trenażera może się nieco zmienić.
Więc na wypadek jakby zima była zimą, ruszam z cyklem Pokonać Trenażer który, mam nadzieję, pomoże Ci przetrwać całą masę ośmiogodzinnych treningów szybkości metodą ciągłą bez specjalnego uszczerbku na psychice.

Na początek odcinek o wszystkich niezbętnych rzeczach. Czyli co musisz sobie przygotować zanim zaczniesz kręcić miliardy watów na trenażerze który wcale nie jest tak straszny jak wszyscy utrzymują.

  • Trenażer.
Jeśli chcesz się powozić merolem, potrzebujesz merola, jeśli chcesz pojeździć na trenażerze, potrzebujesz trenażer. Wiadomo. Bez tego ani rusz. Ale nie licz teraz na to, że powiem Ci jaki kupić sobie model żebyś nagle przekonał się do kręcenia pod dachem. To pułapka. To dla gości którzy szukają wymówek i ciągle coś dokupują oszukując się, że jak już wszystko zgromadzą to zaczną jeździć. Poza tym, w internetach jest już wystarczająca ilość testów i porównań.
Kiedy będziesz sobie szukać trenażera, pamiętaj o jednym. Nie bądź sknerą. Wiem jak jest, nikt nie lubi rozstań ze swoimi zaskórniakami. Standardowym modelem zakupów jest wejście na allegro, ustawienie filtru od najtańszych i kupienie pierwszego produnktu z listy, ewentualnie drugiego, że niby masz taki gest. To najlepszy sposób żeby się zniechęcić. Jak za wszelką cenę będziesz chciał oszczędzić i kupić byle co, to zrazisz raz dwa. Równie dobrze możesz sobie oprzeć o tylne koło kamień. Zawsze będzie jakiś opór.
Trenażera nie kupujesz na jeden sezon a na lata. Spraw sobie, w miarę swoich możliwości, coś porządnego. Markowego. Jest na rynku kilka znanych, dużych marek które dzięki temu że są jakie są mogą wypuszczać coraz to lepsze modele. Działające płynniej, ciszej i przyjemniej. Dzięki którym będzie Ci o niebo lżej przetrwać tą katorę jaką jest jazda na nich.
  • Otoczenie.
To nie jest tak, że wstawiasz sobie rower w trenażer i jedziesz 8 godzin. To tak nie działa. Musisz sobie najpierw przygotować otoczenie w którym będziesz jeździć. Zrobić małe przemeblowanie. Najważniejszy punkt, pochować wszystkie zegary w mieszkaniu. Pozdejmować, powyrzucać, pozaklejać taśmą. W żaden sposób nie możesz dowiedzieć się ile już jeździsz. Poproś domowników żeby przestali wracać o regularnej porze, bo może Ci to zasugerować, że kręcisz dopiero pół godziny. Być może będziesz musiał się ich pozbyć. Bo odcięcie się od poczucia czasu to podstawa.
Przygotuj też sobie jakiś stolik, biurko czy cokolwiek takiego co będzie stało na wyciągnięcie ręki. Postawisz tam sobie górę baniaków z izotonikami, tonę batoników i żeli, wiatrak, telefon i cokolwiek z czym nie rozstajesz się podczas treningu. Spalaczu.
  • Stojak.
Kluczem do wytrzymania treningów od świtu do zmroku na trenażerze jest zabijające czas zajęcie. Nie jest tajemnicą, że najlepsze w tym są internety. Żeby dać się im pochłonąć potrzebujesz komputer który musi stać tak blisko, żebyś był w stanie sięgnąć dłonią do touchpada. Potrzebny Ci będzie specjalny stojaczek. A to już większa misja. Nie znajdziesz go ani na allegro ani w ikei. Musisz sam go stworzyć.   Masz okazję żeby wykazać się swoją wielką pomysłowością i zdolościami majsterkowania. 
Dla przykładu powiem Ci jak ja to zrobiłem. Wziąłem kawałek deski który pierwotnie służył za półkę w szafce. Widać ją na zdjęciu, od wierzchniej strony. Od spodu obkleiłem dwoma grubymi paskami taśmy tak żeby oparta o przednie koło nie ruszała się na boki. Za to na górze przykleiłem wystarczająco grubo taśmy żeby laptop stał sobie tam gdzie mi najwygodniej i nie zsuwał niżej. A potem opieram to sobie z jednej strony o szafkę, a z drugiej o przednie koło. I gra. Teraz Twoja kolej.
  • Muzyka.
Jak chcesz przejechać 8 godzin to przygotuj sobie wcześniej odpowiednią playlistę. Jak Ci brakuje motywacji, zgraj sobie soundtrack z Rockiego, jak jesteś dresiarzem, zgraj sobie jakąś techniawkę, a jak jesteś sobą, zgraj sobie po prostu to co sam lubisz. Indywidualna sprawa. 
Ważne jest to, jak będziesz jej słuchał. Jak chcesz przetrwać pół dnia treningu, postaraj się robić to tak, żeby nie słyszeć trenażera. Postaraj się o porządne słuchawki. Poleciłbym monsterbeatsy ale dr. Dre ociąga się z przelewem więc powiem, że są nic nie warte. Żartuję, nie znam się na tym. Po prostu spraw sobie coś co zagłuszy trenażer i przy okazji nie sprawi, że później Ty ogłuchniesz.
  • Praktyczne bzdety.
Popularne memy mówią, że jak trenujesz to Twój tłuszcz płacze. To jest kolejna rzecz na której się nie znam, ale wydaje mi się, że jak trenuję, szczególnie na trenażerze, to krótko mówiąc, pocę się jak świnia. Leje się ze mnie. Wylewam siebie samego. Na kierownicę, na podłogę. Gdzie popadnie. Tobie też to grozi. Zabezpiecz się. Przygotuj sobie odpowiednią ilość ręczników. Jeden na kierownicę, w końcu musisz mieć w miarę suche palce żeby pozwalać się pochłaniać internetom. Drugi na podłogę. Żeby nie zalać sufitu sąsiada z piętra niżej. Wtopą jest zalanie go wodą, a co dopiero jak wylewasz hektolitry potu śmierdzącego wszystkimi toksynami które w siebie wlałeś w piątkowy wieczór. Oszczędź mu tego. Sobie też przy okazji.

Tyle. Możesz teraz zacząć się zbroić. Budować wymyślny stojaczek. Szykować plan pozbycia się domowników. I czekać na kolejny odcinek.