Strony

Raj

Obiecałem i Tobie, i sobie, że napiszę trzeci powód czemu co lato uciekam do Norwegii. No to piszę.


Raj. Słowo klucz tego posta. Co roku jadę sobie zafundować turnus w raju. A potem wrócić bo ten raj to całkiem względna sprawa. Ale po kolei.


Lato 2013. Norwegia. Jedziemy sobie wielkim merolem, amg, fulopcja i przepych. Wiezie nas Ronny który dopiero co wrócił po całym dniu pracy, ale jakoś specjalnie mu to nie przeszkadza. Wiezie nas żeby pokazać Atlantic Road, jego hytterek albo coś tam podrzucić kumplowi. Zostawiając nas samych w odpalonym merolu z kluczykami w stacyjce. A potem odwozi do mieszkania które zupełnie za darmo nam dał, ot tak. Bo mieliśmy mu pomalować płotek. A kiedy kilka dni później jedzie sobie na dwutygodniowe wakacje zostawiając nas samych, jest mu tak głupio z tego powodu, że daje nam jakąś tam kasę. Na życie. W sumie to równowartość fajnej pensji w Polsce. Ronny to jest gość. Powiedział nam raz czemu nim jest.

Kiedy byłem mały rodzice powiedzieli mi "be nice to people, people will be nice to you".

I już. To chyba jakaś regułka wlewana w głowy małych norwegów bo wszyscy tam są tacy jak Ronny. Uśmiechają się do Ciebie na ulicy, mówią hei hei do każdej napotkanej osoby. Są mili a Ty automatycznie też się stajesz miły. I to się jakoś tak tam kręci.


Lato 2011. Polska. Jedziemy sobie naszym starym volviaczkiem. Po dobrych kilku tygodniach z dala od wszelkich złych emocji. Złości, agresji i tak dalej. Właśnie zjechaliśmy z promu w Świnoujściu. Dwupasmówka po jakimś czasie zwęża się w jeden pas. Wjeżdżamy między audika a czarną betkę. I nagle betka na złości wyprzeda nas poboczem, otwierają się wszystkie okna a z nich wylewają się wściekłe mordy zachodniopomorskich zakapiorów którzy w niespecjalnie wyszukany sposób dają nam do zrozumienia że z chęcią by nas zadźgali za ten manewr zmiany pasa. Pierwsze słowa które usłyszeliśmy po powrocie.


Ot taki kontrast. Jakby ktoś chciał się teraz unieść patriotyczną dumą to mam dla niego jeszcze więcej. Czy to, że całe lato zostawialiśmy rowery gdzie popadnie, nawet na kilka godzin, że nie zamykaliśmy samochodu, mieszkania, żeby po powrocie do domu Karolowi skroili rower a mi telefon. Czy to, że gdziekolwiek nie spojrzysz, nie zrobisz zdjęcia, tam jest straszliwie pięknie a potem po powrocie jedyną ucieczką od wszechobecnych banerów i przydrożnych reklam w stylu pięczątki dwaczteryha jest wydłubanie sobie oczu. Mam tego więcej ale nie o to chodzi. Zupełnie nie.


Łatwo jest wychwalać takiego Ronnego i narzekać na takich zachodniopomorskich karaczanów. Tak jak to właśnie robię. Ale już przestaję. Bo to przechodzenie na ich stronę. Narzekactwo czy inne negatywne sprawy. To tak jak urywanie lusterek wściekłym kierowcom. Kim się stałeś urywając to lusterko? No właśnie. Pamiętaj o regułce dla norweskich dzieciaczków. Wszystkim będzie lżej.


Może kiedyś tutaj też będzie taki raj. Czemu nie. A może i dobrze, że go nie ma. Bo powiem Ci tak między nami, że kiedy tak sobie siedzisz długo, naprawdę długo w tym raju to wszystko zaczyna być nieznośnie nudne. Ci wszyscy grzeczni, nudni ludzie. Te wszędzie tak samo przecudne aż do znudzenia widoki. Nuda. Tak sobie pomyślałem pod koniec tegorocznego wyjazdu do Norwegii. Dwa dni po powrocie mi przeszło.