Strony

Review: Tacx Flow

Jakiś czas temu zdarzyło się tak, że nadeszła jesień. Ta jesień w gorszym wydaniu, nie ta złota, a szarobura. I kiedy motywacja umarła śmiercią nagłą a łyda zaczęła nabierać kształtów parówki nadeszło zbawienie. Zapukał kurier z przesyłką od velo.pl - trenażerem Tacx Flow. 
Zasłoniłem zasłony żeby nie dać się jesiennej depresji, podczepiłem rower pod ten prezent i wykręciłem na nim kilkadziesiąt godzin. Znowu wyrobiłem sobie łydę, wyrobiłem sobie też opinię. 
Nadszedł nareszcie też moment w którym się z Tobą nią podzielę. 


Unboxing

Dostajesz trenażer. Spory karton. Wszystko popakowane jak należy. Masa styropianu trzyma wszystko w ryzach. Wyciągasz ramę całej maszynki. Białą (EuroPRO) ramę. Prezentuje się nieźle i solidnie. Wyciągasz górę różnych akcesoriów. Wyciągasz jeszcze więcej papierków. Cały pokój masz zawalony. Odczuwasz dobrobyt. I lekki niepokój, bo tyle tego jest, a Ty już chcesz pokręcić.

Co masz zestawie

Masz tak: Ramę trenażera. Solidną i estetyczną. Komputerek na kierownicę. Wodoodporny, z przyjemnie działającymi guzikami, lekko poddającymi się naciskowi, nawet kiedy masz już największą bombę, z wyraźnym wyświetlaczem na którym możesz sobie do woli ustawiać co chcesz kontrolować. Ma jeden minus, gumowe obejmy są za krótkie żeby zamontować go na środku kierownicy. Masz też kabelki, jeden do podłączenia komputerka, drugi do podłączenia układu oporowego do prądu. Owy układ oporowy. Kilka rodzajów przejściówek dzięki którym dostosujesz sobie swój trenażer do roweru jakiego używasz, czy to góral, szosa czy inna taczka. To nie koniec. W pudle znajdziesz jeszcze czujnik kadencji, podstawkę pod przednie koło i odpowieni zacisk do koła. Bez dwóch zdań, obłowiłeś się. 
Na wypadek jakbyś chciał jeszcze więcej zawsze możesz sobie dokupić zestaw uzupełniający. Będziesz mógł się wtedy przenieść do wirtualnej rzeczywistości. Przenosisz się do matriksa za jedyne 799 zł. Dla mnie bomba.


Montaż

Od przybytku głowa nie boli. Chyba, że już się przebrałeś na trening, wysmarowałeś nogę i nałykałeś kofeiny a Twój nowiutki Tacx jest cały czas w proszku. Bez obaw. Mimo, że ilość części i akcesoriów przytłacza, montaż nie jest aż tak straszny jakby mogło się wydawać. I mówię to ja, techniczne beztalencie. 
Jak montaż Tacxa wygląda możesz sobie obejrzeć TUTAJ. Mi zajęło to mniej więcej trzy razy dłużej ale ostatecznie sobie poradziłem. A nie potrafię wyregulować przerzutki czy porządnie skręcić sterów więc Ty na pewno dasz sobie radę o niebo lepiej. 
Kiedy już skęcisz całą maszynkę pozostaje Ci jeszcze jej kalibracja. To jak ją wykonać masz opisane w instrukcji. To bułka z masłem. Ja istrukcję od razu wyrzuciłem do kosza i kręciłem sobie bez kalibracji. Tak też się da i też hula.

Pierwsze wrażenie

Jest najważniejsze. Albo się zrazisz albo nie. Do Flowa się nie zraziłem. Po pierwszych pięciu minutach przyłapałem się na tym, że naprawdę dobrze się bawię. W życiu nie jeździłem na płynniej działającym trenażerze. 
Tak sobie myślę, że ta wszechobecna nienawiść wobec trenażerów wynika z ich drętwego działania. Starsze, czy nowe ale tańsze modele działają jak scentrowane koło które co pół obrotu ociera Ci o hamulec tak mocno, że prawie się zatrzymuje. Szarpie niemiłosiernie. Taka jazda to żadna zabawa. 
Cały trik z przyjemnie działającym trenażerem opiera się na płynności działania. Żeby opór dostosowywał się do siły z jaką naciskasz na pedały. Odwzorowywał to co się dzieje w rzeczywistości.  I precyzją regulacji jaką daje Ci komputerek. Tylko wtedy możesz zapomineć o tym, że jedziesz na trenażerze. A to jest klucz to wytrzymania na nim długich treningów.

Kolejne wrażenia

Minęło trochę czasu. Trochę więcej potu wylanego na parkiet który powoli zaczyna się wybarwiać. Zapoznałem się z maszynką na dobre. I się nie zawiodłem. Pierwsze wrażenie, pozytywne, pozostało jakie było. 
Co prawda nie jestem już kolarzem i nie robiłem konkretnych ćwiczeń więc nie wiem jak się sprawuje kiedy jakiś bysior pójdzie na nim w trupa. Ale specyfikacja producenta i komputerek mówi, ze można na nim ukręcić 800 watt. Myślę, że wystarczy dla każdego kto z trenażera korzysta. Bo Adre Greipel i tak zimą siedzi na jakiejś Majorce więc jego to nie dotyczy. 
Co prawda raz dla zabawy wrzuciłem sobie maksymalny opór i mimo, że jakoś z pedała dawałem radę go przepchać, to szarpanie było tak fatalne jak w trenażerze za 100 zł z allegro, ale w sumie nie ma się czemu dziwić.
Wiem, że dla wielu z Was ważnym aspektem jest hałas. Cóż moge powiedzieć. Żaden sąsiad nie przyszedł z pretensjami i wyrzutami za to że zagłuszyłem mu oglądanie serialu czy innego teleturnieju.
Plusem jest fakt, że jeździłem na zwykłej opownie, conti gp4000. Nie zdarłem jej specjalnie. Właściwie prawie w ogóle.
I jeszcze jedno, jak już powiedziałem szaroburej jesieni pa pa, to pożyczyłem trenażer wschodzącej gwieździe polskiego kolarstwa czyli Adrianowi Kucharkowi. Adrian to nie lada profesjonalista, żeby nie powiedzieć spalacz, który trenuje z dokładnością szalonego matematka. Adrian powiedział tak: "Fajnie się sprawuje, dziś zrobiłem już konkretny trening na watach, bardzo fajne odczucia".


Werdykt

Istnieją dwa rodzaje trenażerów. Te które kupuje się po to, żeby były i te które kupuje się po to, żeby robić na nich konkretne treningi. Flow łapie się do tej drugiej grupy.
Dzięki bardzo użytecznemu komputerkowi możesz naprawdę dobrze się zabawić, możesz też zrobić wartościowy trening na wypadek jakbyś był spalaczem jak Adrian.
Płynność działania pozwoli Ci zapomnieć o tym, że na nim jedziesz.
Będziesz mógł po prostu wpaść w ten flow dzięki któremu pobijesz swoje rekordy czasu spędzonego na trenażerze. I o to chyba właśnie chodzi.