Strony

Sralpe dla mistrzów wymówek.

Kiedy tak sobie jeżdżę po tych wszystkich pięknych szosach, kiedy leżę na plaży albo piję kawę w jakiejś urokliwej zatoczce, ciągle po głowie krąży mi pewna myśl. Próbuje zrozumieć skąd bierze się taka popularność hasła sralpe.


Pewnie o nim słyszałeś. Wcale bym się nie zdziwił gdybyś przyklasnął temu pomysłowi. W porządku. Teraz mam do Ciebie prośbę, zastanów się nad nim raz jeszcze.

Niektóre rzeczy, z początku brzmiące znajomo, rzeczy którym przyklaskuje znacząca większość Twoich znajomych, są przez Ciebie z automatu akceptowane. Tak to już działa. Czasem żeby nabrać świeżego podejścia, trzeba spojrzeć na coś z odpowiedniego dystansu. Zrób to teraz.


Wyobraź sobie pewnego kolarza, albo nie, wyobraź sobie pewnego narciarza. o!
I wyobraź sobie analogiczną sytuację. 
Nie wiem co jest mekką narciarzy, załóżmy ze Alpy. Wyobraź sobie teraz narciarza który wymyśla hasło Sralpy.
Narciarza który zamiast jeździć po nartostradach, katuje swoje narty po błocie i kamieniach na górce śmieciowej za miastem.
Narciarza który z pogardą patrzy na tych, którzy szusują sobie po najnormalniej w świecie ośnieżonych stokach.
Mało tego. Rozpiera go z tego powodu duma. W pogoni za pochwałami i aprobatą, prześciga się z innymi narciarzami, żeby pokazać, że to on potrafi jeździć w najcięższych warunkach. Im mniej puchu, im większa breja i syf, tym większym kozakiem jest nasz narciarz.

Wystarczy. Kim dla Ciebie jest taki narciarz? Zastanów się.


Postaraj się odrzucić pewne emocje. Odrzuć przywiązanie do jednego miejsca. Odrzuć zazdrość. Odrzuć co tam Cię trzyma i zobacz co wtedy zostanie z Twojego Sralpe.

Popatrz na najbardziej naturalny przykład. Popatrz na ptaki odlatujące na zimę w ciepłe kraje. Ptaki które mają to szczęście, że nie mają na tyle rozwiniętych mózgów, żeby ich umysły mogły wytworzyć takie emocje.
Po prostu odlatują. To naturalne.
Tak jak dla narciarza naturalne jest jeżdżenie po śniegu, a dla kolarza po szosie.

Wyobraź sobie, że masz nieograniczone możliwości. Jesteś bogiem czy kimś tam. Możesz wedle woli znaleźć się w każdym miejscu, w każdej sytuacji. I skoro już jesteś tym kolarzem, to gdzie chciałbyś się znaleźć?


Zapomnij na chwilę o tych wszystkich górnolotnych hasłach, o wyrabianiu charakteru, cierpieniu i walce ze samym sobą. To egoistyczne banały. Przypomnij sobie lato. Przypomnij sobie wakacje, zgrupowanie. To proste, kolarzowi do szczęścia potrzeba niewiele. Suchej szosy, gładkiego asfaltu, dobrej pogody, długich podjazdów, krętych zjazdów. Sam już dobrze o tym wiesz.

Tak jak Alpy mogą być jakąś tam mekką narciarzy, tak Calpe jest mekką kolarzy. Dopóki Calpe istnieje, dopóty możesz się w nim znaleźć. To proste.

Tak samo jak to, że dopóki na świecie są Ferrari, to możesz stać się właścicielem Ferrari. Dopóki Mount Everest stoi tam gdzie sobie stał, to możesz sobie na niego wleźć.
Banalne prawo przyczyny i skutku. Żeby coś się stało musisz coś zrobić.

Rozumiem, że proza życia nie pozwala Ci teraz, w tym momencie, rzucić wszystkiego i wyjechać do Calpe czy skoczyć do salonu po nowe Ferrari.
Ale jeśli tylko stworzysz odpowiednie okoliczności, to przy najbliższej okazji dopniesz swego. To nie jest żadna wiedza tajemna. Najzwyklejsza przyczynowość. Karma. Nazywaj jak to sobie chcesz.

Możesz zrobić co w Twojej mocy żeby stworzyć odpowiednie przyczyny do tego, żeby spełniać swoje marzenia. A skoro już jesteś tym kolarzem, to marzenie trenowania zimą w Calpe jest jak najbardziej sensowne.

To że urodziłeś się w kraju którego klimat kompletnie nie pasuje do Twojej pasji, było wydarzeniem na które nie miałeś najmniejszego wpływu. Mimo to kurczowo trzymasz się tego miejsca, jakbyś był na nie skazany. Wojna już się skończyła, granice są otwarte, serio.
Nie mieszkasz w Korei Północnej. Nie jesteś ofiarą masakry w Rwandzie. Masz wyjątkową korzystną sytuację wyjściową. I co robisz? Nic. Szukasz wymówek. Tworząc takie twory jak sralpe.

Jeśli chcesz, żeby marzenia przestały nimi być, to masz dwie opcje do wyboru. Albo je zrealizujesz, albo tak sobie je przetłumaczysz, że przestaną już nimi być.

Albo zostaniesz mistrzem swojego życia, albo mistrzem wymówek.

Dopóki Calpe istnieje, dopóty możesz się w nim znaleźć. No chyba, że z morza wylezie Godzilla i pożre całe miasteczko. Ku chwale Twoich wymówek.