Strony

Nadziany Masters nie istnieje

Znasz go, wszyscy znamy. Pod różnymi hasłami. Nadziany masters, bogaty dziad, banan po czterdziestce. Obiekt pogardy każdego młodszego i uboższego. Ubrany w pełen komplet Raphy, jeżdżący na obrzydliwie drogim rowerze, najlepiej na Lightweightach albo innych Borach. On ma coś czego nie masz Ty a bardzo byś chciał. A Ty potrafisz zerwać go z koła jedną nogą. Ogólnie rzecz biorąc, to nikt nie lubi Nadzianego Mastersa.


Jest w tym wszystkim tylko jeden haczyk. Nadziany Masters nie istnieje.

To tylko chwytliwa w egoistycznym światku idea. Stworzona z niczego innego jak z zazdrości.

Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że o rzeczywistym istnieniu Nadzianego Mastersa najsilniej przekonani są Ci, którzy najgłośniej wykrzykują hasła o "równości" wszystkich kolarzy. Krzyczą:
"nie muszę mieć oaklejów żeby czerpać radość z jazdy!"
"wolę jeździć na składaku niż być objeżdżanym przez gości o rowerach sto razy tańszych od mojego!"
"to zawodnicy a nie xtry napędzają rowery!"
"a co Wy myślicie o gościu na rowerze za kilkadziesiąt tysięcy którego wyprzedza byle chłopaczek na stalówce?"

Błąd. Nadziany Masters jakiej pogardy by nie wzbudzał, robi coś co demaskuje hipokryzję tych krzykaczy.

Jeździ na rowerze.

I niech sobie jeździ powoli. Niech go objeżdżają chłopaczki na stalówkach. Wszystko gra. Może i oni kiedyś wyhodują sobie brzuszek i wsiądą na Pinarello za ciężkie pieniądze. Czemu nie. I to oni będą objeżdżani przez kolejne pokolenia. Wszystko gra.

Raczej nikt od razu nie był zamożny, a już na pewno nikt od razu nie był mastersem. I fakt, że ktoś był na tyle zaradny, że zarobił na rower marzeń i zadbał o swoją stylówę tylko dobrze o nim świadczy. Chwała mu za to, że swoje pieniądze przeznaczył na kolarstwo. Przecież równie dobrze mógł je przeznaczyć na nowe felgi do swojej audicy albo wycieczkę do Hurgandy ze swoją 20 lat młodszą i 60 kilo lżejszą żonką.
Ale nie, on biedny kupił sobie piękny rower i jeszcze w dodatku ma czelność wychodzić na nim pojeździć. Nie do pomyślenia! I dopóki go nie poznasz osobiście, jest obiektem powszechnej pogardy, Nadzianym Mastersem. Ale może gdybyś się zastanowił raz jeszcze, albo z nim najzwyczajniej porozmawiał to przestałby nim być. I uświadomiłbyś sobie, że Nadziany Masters to tylko idea stworzona przez egoistów dla leczenia swoich kompleksów.

Mam nadzieję, że jak już się zestarzeję, urośnie mi piwny brzuszek i moja forma poleci na łeb na szyję, to nadal będę miał ochotę i siłę na to żeby dalej sobie jeździć. Pewnie już będę miał jakieś Colnago i komplecik Raphy, przez tyle czasu chyba uciułam. Na pewno nie będę czuł potrzeby udowadniania niczego nikomu i będę sobie jeździł 20 na godzinę. I mam nadzieję, że młodsze pokolenie wskoczy na jakiś wyższy poziom świadomości i nie zrobi ze mnie kolejnego Nadzianego Mastersa.

fot. rapha.cc